poniedziałek, 7 maja 2012

Mroczny Rycerz...

Ostatnimi czasy bardzo zaniedbałam swojego bloga, a wszystko z racji braku internetu, czasu i, przede wszystkim, weny. Z tej racji dodaję dziś recenzję, którą napisałam już dość dawno, a która gdzieś mi się zawieruszyła i właśnie dziś ją znalazłam... Panie i panowie: "Mroczny Rycerz" :)







Już widząc powyższy plakat łatwo domyślić się na kim przede wszystkim koncentruje się akcja filmu. Tym kimś jest nie kto inny, a właśnie przerażający Klaun. Media dodatkowo wykorzystując śmierć odtwórcy roli Jokera Heatha Ledgera podsycały atmosferę. Mimo wszystko jednak ta postać akurat broni się sama. Ledger zagrał Jokera na poważnie, bez żadnych wygłupów, na tyle dobrze, że śmiech wywołują nawet gesty, czy mimika twarzy bohatera. Jego psychika, choć wydaję się być w ruinie, jest idealnym i najwierniejszym oddaniem chaosu. Niepokój, strach i odrazę wzbudza każdy gest bohatera na ekranie. Pojawia się on znikąd w najbardziej nieoczekiwanym momencie filmu co jeszcze bardziej podsyca wrażenie, że rzeczywiście żyje on w całkowitej anarchii. Ledger stworzył niezwykłą, hipnotyczną i pozbawioną jakichkolwiek zasad postać, która – w przeciwieństwie do Jokera w wykonaniu Jacka Nicholsona – nie bawi, ale budzi autentyczną grozę. Patrząc na niego trzeba pochwalić geniusz aktora oraz doskonałą pracę charakteryzatorów. O ile u Tima Burtona Jack Nicholson był dokładnie widoczny spod makijażu to u Nolana Joker i Ledger stanowią jedną całość, są nierozerwalnie połączeni ze sobą. Reżyser pozbył się także u bohatera wszystkich głupich gadżetów i komiksowych zachowań, jest w nim czyste zło, które niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze.

Jednak wróćmy do tytułowego bohatera, bo to właśnie Batman jest Mrocznym Rycerzem Gotham City. Nie jest on superbohaterem w stylu Spider-Mana czy Supermana. Nie posiada żadnych nadprzyrodzonych zdolności. Przewagę nad innymi dają mu świetne techniczne gadżety (np. Batmobil) oraz kostium. Bez tego wszystkiego jest zwykłym facetem, którego można zranić i zabić. Nie jest on także bohaterem bez skazy, popełnia błędy, daje się ponieść emocjom i to nie zawsze tym pozytywnym (torturuje przeciwników, pozwala, aby ginęli przez niego inni). Moim zdaniem Christian Bale nie sprawdza się w tej roli w ogóle. Podwójne życie Bruce’a Wayne’a traktuje ze sporym dystansem emocjonalnym co przejawia się w jego grze aktorskiej, która jest, szczerze powiedziawszy, „bezpłciowa”. Często jest także mało przekonujący. Szczególnie w scenach, w których partneruje mu Heath Ledger jako Joker wypada on niezwykle mizernie. Jedyną jego zaletą jest zimny głos wydobywający się spod maski Batmana, który niejednego przyprawia o ciarki na plecach.

Zamiana Katie Holmes na Maggie Gyllenhaal nie przyniosła żadnych znaczących zmian. Dobrze za to trzyma się starsze pokolenie aktorów, czyli oddani pracownicy Bruce’a Wayne’a -  Morgan Freeman jako Lucius Fox oraz Michael Caine jako służący Alfred.

Nie należy zapominać także o wspaniałej roli Aarona Eckharta. Jego bohater Harley Dent to początkowo dobry, walczący o sprawiedliwość prokurator, nazwany przez Gordona Białym Rycerzem Gotham City i możliwe, że jedyne wybawienie Wayne’a. Z czasem jednak przeistacza się on (dosłownie) w dwulicowego potwora, który za pomocnicę obiera sobie monetę. Dent zdaje się na los i to właśnie monecie pozwala wybierać, która z jego ofiar przeżyje, a która umrze.

Oczywiście w filmie nie mogło zabraknąć spektakularnych wybuchów, pościgów i efektów specjalnych. Jednak są one podane w odpowiedniej ilości. Obraz bardzo uatrakcyjnia muzyka autorstwa Jamesa Newtona Howarda i Hansa Zimmera. Oprócz dynamizmu niesie w sobie pierwiastek niezbędnego niepokoju. To wszystko plus panoramiczne kadry Gotham City sprawia, że „Mroczny Rycerz” jest filmem naprawdę przerażającym, pełen grozy i mrocznym. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza