piątek, 11 maja 2018

Kwiecień 2018 w kinie - blogerskie podsumowanie...

Stało się już to małą tradycją, że co miesiąc zaprzyjaźnieni blogerzy filmowi zbierają się i podsumowują krótko poprzedni miesiąc w kinie. Nie mogło się więc obyć bez podsumowania także w tym miesiącu. Tym razem w pomniejszonym składzie czterech osób. Swoich opinii użyczyli: Monika z In Love With Movie, Michał z Tako rzecze Wiking, Grzegorz z WELUR & poliester oraz ja. Enjoy :)

PLAYER ONE


MICHAŁ - Strasznie długa, „co minus”, opowieść rozgrywająca się w wirtualno-niewirtualnej nie/rzeczywistości, w której Spielberg atakuje widzów ciągłymi nawiązaniami do popkultury, „co plus”. Film w IMAXie robi spore wrażenie, choć fabularnie, lekko mówiąc, dało się to inaczej poprowadzić. Sporo frajdy, choć czasem seans zbyt się dłuży.

GRZEGORZ - – Spielberg wrócił do Kina Nowej Przygody. Wreszcie, ponieważ nic mu nie wychodzi tak dobrze, jak ten gatunek. Jest widowiskowo, kolorowo, z miriadą nawiązań do popkultury i głównym bohaterem, który jest wrażliwym outsiderem. Cukierkowość fabuły można wybaczyć faktem, że grupa docelowa filmu to młodzież. Jeżeli szukacie czegoś co (chociaż na chwilę) zagłuszy nostalgię za czasami E.T., Goonies i Indiany Jonesa to Player One będzie dobrym wyborem.


TOMB RAIDER


MONIKA - Rzadko jest tak, że coś jest lepsze od pierwowzoru. Jednak w tym przypadku tak jest. Vikander jest po prostu NAJLEPSZA. I nie chodzi tylko o to, że ciężko nam oderwać wzrok od jej mięśni brzucha - wpasowała się w tę rolę, jak brylant w jedną z łamigłówek.  Indiana Jones w spódnicy! (choć bardziej w obcisłych szortach).

MICHAŁ - Alicia Vikander w roli kultowej pani archeolog – chyba nie trzeba dodawać, że Szwedka okazała się idealnym wyborem. Co prawda fabularnie film kuleje niczym koza bez dwóch nóg, jednak ogląda się go niezwykle przyjemnie. Masa akcji, odrobina humoru, charyzmatyczna bohaterka – Tomb Raider jest tym, czym być miał: świetnym odmóżdżaczem. Szkoda tylko, że panowie na ekranie wypadli tak blado…


TWARZ


MONIKA - I choć  podczas seansu Body/Ciało zarzekłam się, że nigdy nie spodoba mi się nic twórczości Szumowskiej - tak tutaj Taaaa Daaaaam - daje 7! I już nie chodzi o całą tę historię z przeszczepem twarzy, ale o naszą cebulacką polskość. Dzielenie się majątkiem dziadka, gdy leży on obok w trumnie, albo podjeżdzanie karocą na komunię - to tylko przykłady małych szpilek wbitych w nasze polskie serca. Bezbłędnie!

MICHAŁ - Oglądanie filmów Szumowskiej powodowało, iż czułem się jak Talib w Guantanamo – tortura. A tu niespodzianka! Twarz to nie tylko najsensowniejsze kino pani reżyser, ale i niezwykle trafna diagnoza naszego (wkur.iającego) społeczeństwa. Obrywa się klechom (nie mylić z normalnymi księżmi), starym, młodym… Film miewa słabsze, nudniejsze momenty, jednak generalnie doceniam, iż Szumowska pokazała, iż faktycznie ma potencjał.


LATO 1993


MADZIA - Przed pójściem na film słyszałam same pozytywne, a nawet zachwycone opinie. Że niby taki świetny, nowatorski, zachwycający. Tak po prawdzie, to nic nowatorskiego w nim nie ma. No może poza tym, że poznajemy świat z perspektywy sześcioletniej bohaterki. Jednak co w tym takiego nowatorskiego? Takich filmów jest na pęczki. Może małym wyróżnieniem jest to, że mamy do czynienia z dziewczynką buntującą się już w tak młodym wieku i widzimy jak takie małe stworzenie potrafi uprzykrzyć, a nawet niemal zniszczyć życie dorosłych osobników.Wielkim minusem jest to, że film trwa jedynie półtorej godziny, a ja miałam wrażenie, że siedziałam w kinie ze trzy. No i nie zostaje na zbyt długo w głowie.


PIĘKNA I BESTIE


MADZIA - Ponoć oparte na prawdziwej historii. Wstrząsający film, pokazujący nam z bliska niesprawiedliwość i traktowanie kobiet w państwach afrykańskich, i zmuszający do myślenia. Zdecydowanie warto.


CICHE MIEJSCE


MONIKA - Gdy idziesz na film dla Emily Blunt, a okazuje się, że cała reszta jest równie dobra! Świat bez dźwięku okazuje się równie trudny i ryzykowny co zjedzenie gwoździ. I może skończyć się poważnym uszczerbkiem na zdrowiu. Będę bronić tego filmu, jak Dukan diety białkowej.

MADZIA - A miało być tak pięknie. Miałam obejrzeć ciekawy, niepowtarzalny, trzymający w napięciu horror. To co zobaczyłam, to ciągnący się jak flaki z olejem film z bohaterami głupimi jak but. Plus za pomysł i reżyserię, bo to jednak Krasinskiemu się udało.

MICHAŁ - Film, który okazał się niespodziewanym hitem w amerykańskich kinach i zbierał niezwykle wysokie noty, jakoś jednak mnie nie porwał. Klimatu odmówić nie można, muzyka jest fenomenalna, cisza niezwykle przekonująca, a efekty specjalne zacne. Szkoda tylko, że bohaterowie są totalnymi debilami, którzy robią wszystko wbrew logice. Film ten to też dowód na to, że dzieci to zło… Scenarzysta tej produkcji musiał mieć naprawdę sporą wenę, by wykreować takich bałwanów. No chyba, że sam nim był…

GRZEGORZ - Mogę to ciągle powtarzać – niezależne horrory to najlepsza rzecz jaka zdarzyła się w kinie, w ostatnich latach. Potwory, które usłyszą najcichszy szept oraz rodzinka, która próbuje przetrwać. Brzmi ckliwe. Na szczęście duet Krasinski/Blunt odsuwają obraz od kina grozy, aby zaprezentować nam rasowy dramat. Aktorsko świetny, a suspensu pozazdrościłby Hitchcock – tylko żal pojedynczych ujęć, z których wylewa się klasyczny, amerykański patos.



NIGDY CIĘ TU NIE BYŁO


MICHAŁ - Film, który powinien trwać 20 minut rozciągnięto do 80. Artystycznie wlecząca się produkcja, którą docenią fani kina, które zgrywa ambitne, a tak naprawdę jest pustą wydmuszką. Docenić można tu ścieżkę dźwiękową i role Phoenixa – reszta to przeciętność…


ŻYCZENIE ŚMIERCI


MICHAŁ - Paździerzowe, C-klasowe kino, które od żadnej strony nie zasługuje na miano Życzenia Śmierci. Zmęczony życiem Willis nie ma nawet siły udawać, że chce mu się grać. Niby jest tu krwawo, jednak przez większą część projekcji wieje nudą totalną. A to już skandal…


HURAGAN


MICHAŁ - Film ten to jeden wielki błąd. Nic tu nie trzyma się kupy, wszyscy bohaterowie to skończeni idioci, a efekty specjalne wołają o pomstę do nieba. Wiecie jednak co jest najlepsze? Że mimo wszystko czerpiemy radość z tego, że (wiecznie uśmiechnięta) Pani Uprowadzona wraz z jakimiś typami załatwia jakichś innych typów, którzy mają totalnie kretyński plan. Wybuchy niekontrolowanego (i nieprzewidzianego przez twórców) śmiechu gwarantowane. Szkoda, że, mimo wszystko, to tylko głupi średniak…


DZIEWCZYNA WE MGLE


MONIKA - Czytałam książkę, widziałam film. Jedyne, co mnie zdziwiło to fakt, że nauczyciel nie wygląda jak Bradley Cooper w pierwszej części Kac Vegas (kto nie chciałby mieć takiego nauczyciela?!). Masa zwrotów akcji, które są absolutnie na plus. I film, który zostaje na dłużej.

MADZIA - Poszłam na film, bo akurat nic innego nie grali w godzinach, które mi odpowiadały i wyszłam zachwycona. Film wciąga niemal od pierwszych minut i trzyma w napięciu do samego końca. I chociaż ostatnia scena jest nieco do przewidzenia, to całość nam to zdecydowanie wynagradza.


RAZ SIĘ ŻYJE


MICHAŁ - Nudne, długie, do niczego. Dlaczego Charlize zgodziła się w tym zagrać? Nie mam pojęcia. To już na etapie scenariusza musiało być żenujące, a na etapie finalnego dzieła jest naprawdę do… zadka. Początek jeszcze wróżył całkiem spoczi kino, potem jest jednak coraz gorzej. Brat Edgertona niech lepiej nie kręci już filmów, a jego brat niech powróci na ścieżkę kapitalnych ról. Oby szybko!


WIĘZI


MICHAŁ - Piękna, poruszająca i niezwykle zabawna historia dwójki starszych ludzi, którzy pomimo trudności wciąż są ze sobą. Mimo, iż Więzi trwają kilkanaście minut mówią o życiu więcej niż wszystkie książki świata. Bardzo gorąco polecam!


JA I MÓJ TATA


MICHAŁ - Kowalewski i Simlat kradną ekran, a zabawno-poruszający scenariusz kradnie nasze serca. Ten krótki metraż zasługuje na wszelkie laury! Aleksander Pietrzak ma przed sobą wspaniałą karierę – trzymam za to kciuki!


BARAŻ


MICHAŁ - Słodko-wesoło-gorzka opowieść o życiu i honorze osadzona w małomiasteczkowym klimacie. Wyraziści bohaterowie, mecz o wszystko, fair play – ten film powinno pokazywać się piłkarzom nie tylko w Polsce. Chyba sam wyślę kopię tej produkcji do CR7, bo o honorze i fair play ten Pan nic nie wie…


NAZYWAM SIĘ JULITA


MICHAŁ - Gdyby nie Chabior i Bluszcz pewnie bym o tej produkcji już nie pamiętał. Niby miało być poważnie, wyszło bardzo słabo. Dłuży to się, jest nijakie… Szkoda potencjału aktorów na takie produkcje.


AVENGERS: WOJNA BEZ GRANIC


MONIKA - Choć dla mnie był to jednorazowy seans, to nie jestem ignorantką, a widzowie obok mnie (w tym moi bliscy) zalewali się łzami na seansie. Czysta rozrywka, kwintesencja  Marvela i trochę Gry o Tron na zakończeniu. 

MADZIA - Nie ma co się rozpisywać. Marvel z filmu na film coraz bardziej zachwyca i coraz bardziej zaskakuje. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów. Ci, którzy nie widzieli żadnego z poprzednich filmów Marvela jednak niewiele z niego zrozumieją, ale na pewno też będą się świetnie bawić.

MICHAŁ - Film ten nie tylko zaspokoił moje oczekiwania, ale i znacząco je przebił! Mroczne i brutalne, acz również często bardzo zabawne, kino, które stworzyło historię na naszych oczach. Braciom Russo nie tylko udało się genialnie połączyć (w zasadzie) wszystkich bohaterów filmowego uniwersum Marvela, ale i spowodować, że każdy z nich odgrywa na ekranie znaczącą rolę. Gwarantuję Wam: po seansie Wasze szczęki będą leżeć na podłodze przez długi czas, a Wy sami nie będziecie w stanie zebrać po projekcji paru słów do kupy. Oczekiwałem kina wielkiego, otrzymałem WYBITNE! Dodatkowo dodam: tak genialnego czarnego charakteru jak Thanos nie było na naszych ekranach od czasów Jokera Ledgera! Wszyscy, którzy przyłożyli choćby kciuk do powstania tej produkcji, zasługują na odciski dłoni w ALEI SŁAW! Długo nie doświadczymy już czegoś tak potężnego w kinach! No chyba, że na następne filmy Marvel również szykuje takie petardy. Avengers: Wojna Bez Granic to nie tylko najlepszy film tego roku, to jeden z najlepszych filmów w historii kina! I biorę za te słowa pełną odpowiedzialność.

GRZEGORZ - Nie sądziłem, że tak będzie – najlepszy i najbardziej komiksowy film Marvela. Każdy bohater ma swoje pięć minut, wątki pięknie się przeplatają. A było to trudne, bo każdy ma inny charakter i dramaturgię. Marvel zredefiniował kino superbohaterskie – bitwy i moce zostają przesunięte na drugi plan. Najważniejsi są bohaterowie – ich emocje i decyzje. Wielka tutaj zasługa genialnych aktorów oraz scenarzystów. Każdy potrafi pokazać zniszczenia. Mało komu udaje się zrobić dobrą, superbohaterską dramę. Podziwiam.


DORWAĆ GUNTHERA


MICHAŁ - Film, który reklamuje się Arnoldem, tak naprawdę Arnolda prawie nie zawiera. To niezwykle szybka, chaotyczna, głupia, często irytująca i ostro porąbana B-klasowa produkcja. Można obejrzeć nudnym wieczorkiem, jeśli akurat nie macie dostępu do jakiegoś „klasyka” od Asylum ;)


PANDY


MONIKA - Aaaaawwwwwww <3 Tak bardzo wkręciłam się w film, że nie zauważyłam, że latająca przed oczami mucha to efekt IMAX, a nie realnego świata.  Mądry film, genialna ścieżka dźwiękowa i ciekawy sposób opowiadania  (szczególnie dla dzieci). Pamiętam, jak za dzieciaka rodzice katowali mnie filmami przyrodniczymi, nigdy nie umiałam się wciągnąć.  Gdyby każdy był tak realizowany, jak Pandy, to byłabym ornitologiem, albo pracowała w zoo!


TABELKA PODSUMOWUJĄCA


niedziela, 7 stycznia 2018

Grudzień 2017 w kinie - blogerskie podsumowanie


W tym miesiącu "kopnął mnie zaszczyt" i to mnie przypadła w udziale publikacja podsumowania premier, które weszły do kin w 2017 roku. Skład blogerski nadal bez zmian. Nadal też mile widziane wszelkie komentarze - te miłe i te podpowiadające jak nasze podsumowania ulepszyć ;)
Miłego czytania :)




ZABICIE ŚWIĘTEGO JELENIA



AGATA (In Love With Movie) - Jeśli nakierowywanie wszystkich aktorów na to, by przypominali stado robotów, a nie ludzi, ma być pociągająco-mądro-artystyczne, to #sorrynotsorry, ale w moim odczuciu jest to raczej odpychająco-głupawo-artystyczne. Poza tym, intrygująca historia została zmieniona w irytującą fabułę, a sam finał jest po prostu śmieszny. 

EMILIA (Po napisach końcowych) - Yorgos Lanthimos to reżyser, wobec którego trudno być obojętnym. Albo pokochasz jego filmy albo je znienawidzisz. Ja zdecydowanie należę do tych pierwszych. Absurdalność jego historii naprawdę do mnie trafia. Groteskowe światy zamieszkane przez pozbawionych emocji ludzi, których nawet najbardziej błahe z pozoru rozmowy, podszyte są niepokojem.  Lanthimos potrafi budować napięcie, gęsta atmosfera powoduje, że z coraz większą niezręcznością siedzimy w fotelu. Lubię filmy wywołujące skrajne emocje, dlatego dla Zabicia świętego jelenia daje mocną okejkę!

MADZIA (Nieco inna panna M.) - Najlepszą recenzją dla tego filmu niech będzie to, że nie cierpię zarówno Colina Farrella, jak i Nicole Kidman, a pomimo tego film mi się podobał i nie miałam ochoty wyjść w trakcie. Jest to naprawdę dobry thriller psychologiczny. Do tego trzyma w napięciu, a sama postawa bohaterów powoduje, że do końca nie wiemy co w końcu postanowią. Jednocześnie seans ten pomógł mi zrozumieć, że w zasadzie kino Lanthimosa mnie drażni. Postacie są całkowicie „bezpłciowe” i obojętne na wszelakie uczucia, można by powiedzieć, że niemal psychopatyczne. Do tego ta denerwująca muzyka i sama długość filmu. Czy naprawdę tak ciężko jest nakręcić film mieszczący się w czasie 90-100 minut?

GRZEGORZ (WELUR & poliester) - Lanthimos znowu to zrobił. Wyciągnął z ludzi to, co najgorsze i uświadomił nam jaka jest ludzka natura – mściwa i egoistyczna. Zwróćcie uwagę, że początkowo reżyser prowadzi aktorów jak dzieci – mówią nienaturalnie, powoli, prostymi zdaniami. Wyglądają jak niezgrabne marionetki. Wraz z rozwojem akcji konwenanse i gierki społeczne zanikają – bohaterowie w końcu zachowują się naturalnie. Przerażająca i trzymająca w napięciu historia. Colin Farrell udowadnia, że jest świetnym aktorem, ale korona należy się Nicole Kidman. Brawo!

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Jeśli miałbym wskazać najbardziej przereklamowanych reżyserów globu, BEZSPRZECZNIE, znalazłby się wśród nich Yorgos Lanthimos. Kolo kręci dzikie i specyficzne filmy, które są pustymi, pseudoartystycznymi wydmuszkami.  Częściej na nich ziewam niż zajmuję się tym, co dzieje się na ekranie. Tak samo jest i teraz. I o ile Lobstera jako tako strawiłem, tak na filmie o świętych jeleniach przysypiałem. Film jest za długi, pełno tu zbytecznych scen, a na dodatek sam reżyser pogubił się w tym, co chciał ukazać i dał nam absolutnie kretyńskie zakończenie. Nie przeczę – początek filmu był całkiem spoko, potem jest coraz gorzej. Czas na emeryturkę, panie Yorgos. Tam może pan sobie postrzelać w salonie.



NA KARUZELI ŻYCIA



EMILIA (Po napisach końcowych) - Nie lubię nowych filmów Allena, trochę mnie znudził ten klimat sztucznej intrygi. Raz na kilka lat widać jeszcze przebłysk jego geniuszu i do kina trafia jakaś perełka, której udało się ominąć taśmową produkcję. Niestety Na karuzeli życia nią nie jest. To kolejny Allenowski przeciętniak, którego ratuje jedynie obsada. Momentami jest dobrze, momentami czuć fajny klimat lat 50., a czasami po prostu wieje nudą. 



NIE JESTEM TWOIM MURZYNEM



AGATA (In Love With Movie) - Poważny dokument na ważny temat, o czym świadczy chociażby tytuł. Rasizm, człowieczeństwo, równouprawnienie – hasła ciągle aktualne, kontrowersyjne i niestety bolesne dla wielu ludzi na całym świecie, nie tylko dla tych wymienionych w nazwie filmu. Sam dokument, mimo że ciekawy, to jednak nie zwalił mnie z nóg, ale narracja w wykonaniu Samuela L. Jacksona doskonała.



SERCE MIŁOŚCI



AGATA (In Love With Movie) - Kompletnie nie mój klimat, ale jednocześnie potrafię przyznać, że ten film jest dobry. Patrzenie na parę chodzących ewenementów i ich problemy od czapy, których moja głowa nie ogarnia, było zarówno wciągające, jak i naprawdę strasznie męczące. Jednak, film ten trzeba zobaczyć chociażby ze względu na genialną rolę Wasilewskiej, która grając przede wszystkim ciałem, a nie słowem, stworzyła najlepszą, polską kreację minionego roku. Najtrudniejsza do wystawienia ocena w tym miesiącu. 



CO WIECIE O SWOICH DZIADKACH?



MADZIA (Nieco inna panna M.) - Czy tylko mnie doprowadzają do szału polskie tytuły? Zamiast zatytułować film Tata kontra tata 2, lepiej nawiązać tytułem do zupełnie innego filmu i sprawić, że ludzie nie wiedzą do końca idąc do kina, którego filmu część drugą będą oglądać. Ale mniejsza z tym. Sequel Tata kontra tata jest oczywiście słabszy od części pierwszej, ale o to było nietrudno, bo i ta pierwsza część jakaś wybitna nie była. Na plus to, że aktorzy są mniej drażniący niż w pierwszej części, no i John Lithgow i Mel Gibson w rolach dziadków. Poza tym raczej film do obejrzenia przez przypadek w domu, kiedy nie ma nic innego w telewizji, niż do kina.

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Decyzją dystrybutora film ten trafił do kin tylko z dubbingiem. Nie chce mi się bluzgać, ani poruszać tematu traktowania widzów jako debili (bo to nie jest film skierowany tylko dla dzieci, więc chociaż na jeden seans dziennie z  napisami zasługiwaliśmy) – jako tako dało się „polskie głosy” w tym filmie strawić. Czy bez dubbingu byłoby lepiej? Zapewne tak, bo produkcja ta jest, nawet po żenującej decyzji dystrybutora, naprawdę dobra. Ba, bardzo dobra! Dużo tu do śmiechu, akcja jest poprowadzona naprawdę nieźle, a Gibson… No właśnie, Gibson jak to Gibson – WYMIATA! Bawiłem się wspaniale i przy okazji następnych świąt na sto pro tę produkcję obejrzę raz jeszcze. Oczywiście Z NAPISAMI.



PIERWSZA GWIAZDKA



MADZIA (Nieco inna panna M.) - Idąc do kina na tę animację, nastawiałam się na jakąś religijną propagandę. Dostałam za to przyjemny, ciepły i zabawny film, który z chęcią obejrzę ponownie. Do tego na wielki plus wykorzystanie coverów znanych i lubianych amerykańskich kolęd w wykonaniu młodych artystów.



MIKOŁAJ I SPÓŁKA



AGATA (In Love With Movie) - Film bardzo przyjemny i wręcz idealny na przedpołudniowo-przedświąteczny seans. Co prawda, fabuła taka, jak zawsze – czyli idzie Boże Narodzenie, a Mikołaj z prezentami nie – ale za to przedstawiona w sposób lekko zabawny, ciepły i ze smakiem. 

MADZIA (Nieco inna panna M.) - Po francuskiej komedii w reżyserii Alaina Chabata spodziewałam się jednak więcej. Mikołaj i spółka to taka sobie komedyjka, w której zabawne żarty możemy policzyć na palcach jednej ręki. Dzieciakom pewnie przypadnie do gustu, dorośli też znajdą coś dla siebie, ale raczej nie tyle, żeby wydawać pieniądze na bilet do kina. Na wielki plus - mało drażniący dubbing.

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - To jeden z nielicznych filmów aktorskich, w których dubbing nie tylko się sprawdził, ale i poprawił jakość odbioru – brawa dla tłumaczy za wyłapanie smaczków i przerobienie ich pod polską publiczność! „Ja jestem Majami, a Ty Despero” rozwaliło system! Sam film to typowa świąteczna komedyjka, bez niespodzianek, bez zaskoczeń – prosta historia idealna na ten okres. Ale, że już po Bożym Narodzeniu, obejrzyjcie to dzieło w przyszłym roku, w grudniu – wtedy nada się idealnie.



WOJNA PŁCI



AGATA (In Love With Movie) - Podobało mi się! Może nie bulwersuje dostatecznie bardzo i nie szarga nerwów, tak jak mógłby (tematycznie jest ku temu potencjał), ale oglądało się to naprawdę dobrze. Świetnie oddany klimat lat 70-tych, a to za sprawą momentami może lekko przerysowanej, ale jednocześnie pieczołowitej charakteryzacji. Najdziwniejsze, że aktorsko troszeczkę klapa, tzn. jakoś tak bez polotu, pomysłu, ambicji.

MADZIA (Nieco inna panna M.) - Kiedyś już o tym pisałam, ale się powtórzę - uwielbiam filmowe pojedynki o tematyce wszelakiej. W zeszłym roku dostaliśmy aż dwa filmy o tenisistach. I o ile Borg/McEnroe to jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) film roku 2017, o tyle Wojna płci to jeden ze słabszych ekranowych pojedynków jakie w życiu widziałam. Potencjał w historii był wielki, aktorzy dali z siebie wszystko i zagrali świetnie, ale mimo wszystko czegoś w tym filmie brakuje. Może jakiegoś napięcia, które kazałoby nam z niecierpliwością wyczekiwać kolejnego ruchu bohaterów. Bez tego film się po prostu dłuży. 

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Najbardziej zmarnowany potencjał w ostatnim czasie. Świetna historia, która idealnie nadawała się na film została, prawie, po całości spieprzona! Nie czuć tu emocji, mecz jest żenująco słabo zrealizowany, a aktorom nawet nie chce się grać. Emma i Steve może i się starają, ale mając taki scenariusz, nikt by nie stworzył wielkich kreacji. Twórcy tego filmidła powinni uczyć się od osób odpowiedzialnych za Borg/McEnroe jak kręcić wybitne dzieła mając równie mocne podłoże historyczne. 



24 GODZINY PO ŚMIERCI



AGATA (In Love With Movie) - Głupi film, ale z cyklu tych, którym ewentualnie można wybaczyć tę głupotę, bo jest jednocześnie śmieszny, nieszkodliwy i ogółem, to ujdzie. Ethan Hawke w roli totalantyindie może nie dokonuje jakiegoś rewolucyjnego przewrotu w swej karierze, ale mam nadzieję, że przynajmniej dobrze bawił się na planie. Bo ja w kinie tak sobie. 

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Rozumiem, że Ethan chciał odpocząć od ciężkich kreacji w ambitnych filmach, ale występ w tym czymś mógł sobie darować. 24 godziny po śmierci idealnie pasowałby do filmografii Seagala – żenująca fabuła, żenujące aktorstwo. Docenić mogę NIEKTÓRE sceny akcji, bo czasem prezentują się naprawdę nieźle. 



REAKCJA ŁAŃCUCHOWA



EMILIA (Po napisach końcowych) - Pączek w swoim debiucie przedstawił nam plejadę emocjonalnych kalek. Trochę smutny to obraz mojego pokolenia. Trochę fałszywy, trochę schematyczny. Chyba szukamy w nim problemów na siłę, co idealnie pokazuje rozmowa głównego bohatera z ojcem o tym, że ich pokolenie miało przynajmniej o co walczyć, a nasze nie ma – serio? Ile razy można wracać do tych wyświechtanych tez?! Walczyć zawsze jest o co, na przykład o niezależność – wystarczy tylko wstać z kanapy i wyjść z portfela swoich rodziców. To naprawdę fajne uczucie móc decydować o sobie. Wszystkim zagubionym dorosłym-dzieciakom to polecam. Trójkąt miłosny Reakcji łańcuchowej wydaje się być całkiem wiarygodny patrząc na życie współczesnym dwudziestoparolatków, którzy sami nie wiedzą czego chcą. Niby stabilizacji, na którą nie są gotowi, niby spełniać marzenia i pielęgnować pasję, a kończą na oglądaniu pornoli w kapciach. Wiarygodny w kontekście pewnej grupy społecznej - młodych, pięknych i bogatych. Z kim sypiać i czy sukienkę ślubną kupić za 3 czy 7 tysięcy. I niby widać ich wewnętrzny sprzeciw na to co serwuje im życie po ich wiecznie skwaszonych minach, ale czy dzieciaki które zachłysnęły się dostatkiem potrafią zawalczyć o siebie? Oczywiście, że nie. 



GWIEZDNE WOJNY: OSTATNI JEDI



GRZEGORZ (WELUR & poliester) - Gdy myślisz, że ósmy (!) epizod gwiezdnej sagi nie jest w stanie przynieść nic nowego, przychodzi Rian Johnson i śmieje ci się prosto w twarz. Z dumy. Cukierkowość Przebudzenia mocy i Mrocznego widma ściera się z chłodem Imperium kontratakuje i Łotra 1. Reżyser zaczyna kwestionować sposób przedstawienia świata w poprzednich częściach – okazuje się, że między ciemną a jasną stroną mocy ukryte są różne jej odcienie, a herosi mogą się mylić, popełniać błędy, a swoim egoizmem krzywdzić innych. No i te światy, kostiumy i Laura Dern! Bardzo poproszę kolejny seans, mimo że film trochę zepsuły żenujące żarty. 

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Rian Johnson jest bogiem! W końcu ktoś przywrócił Gwiezdne Wojny na odpowiednie tory, pokazując, że seria ta nie umiera i że ma, wciąż, przepotężny potencjał. To bezsprzecznie najlepsza część serii od czasu Powrotu Jedi. Reżyser doskonale bawi się starymi częściami, starymi i nowymi bohaterami, doskonale prowadzi akcję, wali zwrot akcji za zwrotem akcji i nawet z żałosnego w Przebudzeniu Mocy Kylo Rena tworzy kapitalnego antagonistę. Pełno tu humoru, sporo mroku, wszystko okraszono genialnymi efektami specjalnymi. Gdyby nie dwie słabiutkie sceny (jedna z Leią, druga z Finnem i Rose), dałbym „dyszkę”. Film widziałem już dwa razy i coraz mocniej go kocham. Moja dusza fana jest zachwycona. Aaaa, Rey uwielbiam jeszcze bardziej, jednak to Hamill wraz z BB-8 i Porgami kradną show ;)



NA MLECZNEJ DRODZE



MADZIA (Nieco inna panna M.) - Emir Kusturica powraca i to w jakim stylu! Ci, którzy lubią styl tego reżysera na pewno nie będą zawiedzeni. Jest baśniowo, jest onirycznie, jest nieco absurdalnie, jest tak jak w najlepszych filmach Kusturicy.



ITALIAN RACE



MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Z pozoru schematyczna historia o wzlotach i upadkach, jednak w pewnych momentach naprawdę daje nam kopa. Świetne kreacje aktorskie, genialnie zrealizowane wyścigi (jak na taki budżet, ogromne brawa!), rewelacyjny soundtrack – poprawić montaż i naprawdę mielibyśmy czarnego konia tego roku!



THE FLORIDA PROJECT



EMILIA (Po napisach końcowych) - Z czym kojarzy się  Disneyland? Z magicznym miejscem, w którym spełniają się wszystkie fantazje dzieciństwa. Kto, by pomyślał, że tuż obok, w tanich motelach mogą żyć ludzie bez przyszłości, planów i stertą problemów. To właśnie kiczowate, kolorowe ściany jednego z nich stają się domem dla sześcioletniej Moonee i jej matki Halley. Sean Baker pokazuje nam beztroski świat dziecka, z którego zza roku wygląda dramat młodej dziewczyny nieprzygotowanej na to, by być matką. Zamiast walić tragedią i problemami po oczach, każe nam skupić wzrok na dziecku, które niewinne całej sytuacji ucierpi najbardziej. Mała Brooklynn Prince skradła ten film, totalne odkrycie, czuję że stanie się drugim Jacobem Tremblayem.

MADZIA (Nieco inna panna M.) - Wszyscy się tak strasznie tym filmem zachwycają, a ja nie do końca wiem o co w tych zachwytach chodzi. Dobra – jest słodko i kolorowo, możemy zobaczyć jak wyglądają problemy dorosłych z perspektywy dziecka, ale też nie do końca. I choć jest to dobry film, który z pewnością warto zobaczyć, to jednak mniej więcej w połowie zaczyna on powoli przynudzać, jest zdecydowanie za długi i (w mojej opinii) nie zasługuje na miano najlepszego filmu roku.



DŻUNGLA



MADZIA (Nieco inna panna M.) - Tyle złych opinii się na temat tego filmu nasłuchałam, że aż byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Film oparty na faktach (i na książce napisanej przez głównego bohatera) zaskakuje i wprawia w osłupienie (a czasem nawet i obrzydzenie). Pozwala nam zobaczyć dżunglę oczami zwykłego człowieka i zastanowić się nad tym co my byśmy zrobili na miejscu bohatera. Może trochę zbyt wydłużona jest sekwencja początkowa – wprowadzenia do dżungli, a zbyt skrócona sekwencja przetrwania w niej, ale nadal, w moim odczuciu, jest to świetny film. Na temat gry Daniela Radcliffe’a wypowiadać się nie będę, bo od dawna uważam go za dobrego aktora i już dawno porzucił on dla mnie łatkę słynnego czarodzieja.



PITCH PERFECT 3



MADZIA (Nieco inna panna M.) - Po raz ostatni (podobno) oglądamy przygody Bellas – zespołu acapella. Dla mnie to trochę smuteczek, bo uwielbiam musicale i filmy muzyczne wszelakie, a Pitch Perfect rozkochało mnie w sobie od pierwszego obejrzenia. Filmowo ostatnia część trylogii wypada wcale nie gorzej od części poprzednich. Do całej słodyczy mamy dorzucone ociupinę akcji i mnóstwo świetnych wykonaniach przenajróżniejszych piosenek. Czego chcieć więcej?



MAGICZNA ZIMA MUMINKÓW



AGATA (In Love With Movie) - Świetny dubbing i doskonale dobrani lektorzy intonujący głosy na wzór tych, które dobrze znamy ze starych, serialowych Muminków. Ogromne brawa za zachowanie klimatu: Buka nadal przerażająca, mama Muminka nielogiczna ze swoją torebką, mała Mi powalona, Muminek dziecinnie wpatrzony w Włóczykija i tylko dziwne, że zabrakło Ryjka, Bobka i Migotki. Zachwycił mnie jeszcze fakt, że na sali siedzieli przede wszystkim moi rówieśnicy <3 + tylko 3 dzieciaki (policzyłam).




JUMANJI: PRZYGODA W DŻUNGLI



AGATA (In Love With Movie) - Wiem, że napiszę mało oryginalnie, ale dubbing w tym filmie jest po prostu kpiną. Nie mam pojęcia, czy w oryginalnej wersji (niedostępnej w naszych kinach – no brawo) Jumanji czymś się broniło, bo nawet nie mam pomysłu czym.

MONIKA (In Love With Movie) - Nie mam wglądu do innych recenzji blogerów, ale jestem pewna, że chociażby by dwie osoby napiszą to co ja - najgorszy dubbing ever. Rasistowski, schematyczny, odciąga naszą uwagę - na szczęście nie ma od czego, bo film to średniak.

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Kolejny film, który zdecydowano się wpuścić do kin jedynie z dubbingiem – o ile jeszcze, baranów od Co wiecie o swoich dziadkach? można tylko bluzgać, tak tych baranów, co nie pozwolili na pokazy sequela Jumanji w kinach również z wersji z napisami należy powiesić. Ale wcześniej wyciąć im krwawego  orła. Dalej nie rozumiem, co przyświecało bęcwałom, którzy zdecydowali się na taki ruch! Za dobranie głosów pod Dwayne’a i Karen ktoś powinien beknąć. Ba, za dobranie WSZYSTKICH głosów ktoś powinien beknąć. Baaaa, wszyscy odpowiedzialni za polską wersję językową powinni beknąć! To jest jakaś żenada. Owszem, sam film pewnie i tak by się nie obronił, bo większość scen jest żenująca, jednak to, co zrobiono tej produkcji dubbingiem to jest jakaś kpina. Mam nadzieję, że dystrybutor Jumanji: Przygoda w dżungli usłyszy głosy krytyki i zwinie interes – tego mu życzę z całego serca. A wracając do samej produkcji – gdyby nie urocza Karen, którą WSZYSCY znacie i kochacie za rolę Nebuli (jak nie, to spakujcie manatki wraz z dystrybutorem), to sam bym umarł… z nudów i żenady. Obejrzę to dzieło raz jeszcze, Z NAPISAMI – ciekawe, czy wtedy będę równie załamany…



KRÓL ROZRYWKI



AGATA (In Love With Movie) - Pełnokrwisty musical, który wręcz kipi kolorami, uśmiechami i serpentynami. Jest tak bardzo typowy, że aż nie wypada się do niczego przyczepiać, bo w ramach kontrargumentu zawsze usłyszę: „ale to MUSICAL”. Tak więc mamy: biedę i bogactwo, pogardę i uwielbienie, miłość i zdradę, tańce, śpiewy i happy endy.

MONIKA (In Love With Movie) - Zrozumiem, jeżeli komuś ten film się nie spodoba. Oznacza to, że była to jedna z Mean Girls, która nie rozumie dziwnych, specyficznych ludzi :D ale tak na serio - dla mnie to była magia. Soundtrack nuciłam przez całą drogę do domu, tupałam nogą w tramwaju, a chyba o to chodzi po musicalu.

GRZEGORZ (WELUR & poliester) - Fajerwerki, akrobacje i Hugh Jackman w welurowym kostiumie, śpiewa utwory napisane przez twórców piosenek do La La Land - biografia mężczyzny, który praktycznie stworzył showbiznes, nie mogła wyglądać inaczej. Król rozrywki spełnia wszelkie oczekiwania jako musical – kostiumy błyszczą, wszystkie utwory są wyborne i zostają z tobą na kolejne dni, a sekwencje taneczne zapierają dech w piersiach. Z seansu wychodzisz chcąc śpiewać i tańczyć. W dodatku świetne aktorstwo – Efron jest kapitalny, Rebecca Ferguson zaskakuje pięknym śpiewem, a Michelle Williams chyba pierwszy raz w historii uśmiecha się na ekranie. Na temat Jackmana napiszę jedno – król współczesnych musicali, niech robi ich jak najwięcej. Liczę na deszcz nagród w każdej możliwej kategorii.
Genialny, zachwycający, bajeczny!

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Nie ma dla mnie nudniejszego gatunku niż musical (sorry, Grzeg). Dlaczego zatem wybrałem się do kina? Bo mam Unlimited, bo lubię Jackmana, bo mam kolejny film do opisania w podsumowaniu :D Ale teraz poważnie: to nie było takie złe! Ba, jak na musical to było nawet dobre! Parę fajnych kawałków, całkiem niezła rola Hugh, sporo ładnych ujęć. Dało się to obejrzeć bez bólu zębów – sama konwencja nawet nie irytuje. Jeśli kochacie musicale pokochacie ten film – jeśli, jak ja, nie trawicie tego gatunku, to i tak będziecie się dobrze bawić (choć parę razy ziewniecie ;)).



PADDINGTON 2



AGATA (In Love With Movie) - Fatum filmów-dwójek dopadło misia i Paddington 2 jest niestety nieco słabszy od jedynki. Co nie zmienia faktu, że niedźwiadek ten cały czas jest bardzo sympatyczny, uroczo naiwny i z ogromniastym sercem. Szkoda tylko, że czarny charakter w wykonaniu Hugh Granta jakiś taki słabiutki i bez charyzmy.

MADZIA (Nieco inna panna M.) - Z reguły bywa tak, że sequele są gorsze od części pierwszych. Jednak nie tym razem. Paddington nadal jest wyjątkowo uroczy i słodki. Tylko Hugh Grant jako czarny charakter troszeczkę rady nie daje. Warto obejrzeć chociażby dla świetnego Brendana Gleesona.

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - Pierwsza część filmu bardzo MiSię (taki suchar, kapujecie, nie? :D) podobała – przypomniał mi o tym powtórny, świąteczny seans. Jak jest z sequelem? To dalej niezwykle ciepły, dowcipny i sympatyczny film, jednak nie daje aż tyle frajdy co „jedynka”. Misiu jest dalej kapitalny, muzyka dalej fajniutka, jednak podmiana Kidman na Granta specjalnie dobrze nie wyszła (Hugh jest jakiś nijaki). Nie zmienia to jednak faktu, iż z czystym sumieniem film ten polecam, WSZYSTKIM. To uniwersalna historia, którą pokochają i dzieci i dorośli.



DZIKIE RÓŻE



MADZIA (Nieco inna panna M.) - Taki ten film jest chwalony i w Polsce, i podobno też za granicą. A jak dla mnie to kolejny polski dramat, który jest po prostu nijaki. Może to trochę moje uprzedzenie do Marty Nieradkiewicz jako aktorki, ale jej postać (jak i ogólnie cały film) mnie nie do końca przekonuje. Na wielki plus Michał Żurawski. Po jego ostatnich niezbyt dobrych wyborach, wreszcie możemy go zobaczyć w świetnej, „pełnokrwistej” (choć drugoplanowej) roli.



NA KRAWĘDZI



AGATA (In Love With Movie) - W teorii romantyzm i gangsterka raczej nie idą ze sobą w parze, a jak jest w praktyce? Biorąc sobie za wyznacznik Na krawędzi, to też nie. Gdyby chociaż trzymać się tego jednego wątku, to jeszcze spoko, ale twórcy postanowili na końcu dorzucić solidną, chorobową dramę, co było po prostu gwoździem do trumny. Efekt taki, że cały film to najzwyklejszy w świecie przeciętniak.

EMILIA (Po napisach końcowych) - Na krawędzi to trochę melodramat kryminalny. Najpierw mamy słowa, słowa, dużo słów, gestów, spojrzeń uwodzenia, trochę seksu potem broń, strzały i wiezienie, na koniec cierpienie, tęsknotę i śmierć. Najpierw prym widzie Bibi, zawodowy kierowca, ścigająca się samochodami, piękna i silna kobieta, potem pojawia się Gigi, czarujący,  przystojny, oficjalnie sprzedawca samochodów, w rzeczywistości zwykły bandzior napadający na banki dla fun'u. Te dwa światy zderzą się niespodziewanie i mimo wstępnych miłosnych uniesień wyrządzą obydwu więcej szkody niż pożytku.
Matthias Schoenaerts jako bad boy zmiękczy nawet najtwardsze serce, a Adèle Exarchopoulos z oczami cielaka i otwartymi ustami staje się powoli ekspertką od niebezpiecznych związków. Ogląda się to dobrze, mimo iż momentami miałam wrażenie, że twórcy nie mogą się zdecydować, czy chcieli zrobić z tego melodramat czy kryminał, przeskakują gatunkowo, mieszają, zmieniają punkty nacisku. A może się czepiam, może to całkiem niezłe rozwiązanie?

MADZIA (Nieco inna panna M.) - Film podzielony mamy na trzy części. Każda z nich opowiada tę samą historię niejako z innej perspektywy. Niejako, bo jednak historia cały czas pędzi do przodu. Tyle, że raz opowiadana jest z perspektywy Gigi, a następnie z perspektywy Bibi. Pierwszą część możemy uznać za mocne kino akcji/kryminalne. Są szybkie samochody, brutalne zbrodnie, pościgi policyjne, a do tego wszystkiego tajemnica skrywana przez Gino. Druga część, ta opowiedziana przez Bibi, już zaczyna coraz bardziej przypominać romans, a z biegiem czasu zmieniać się nawet w melodramat. Nie zmienia to faktu, że film niemal cały czas trzyma w napięciu. A gdyby go skrócić o jakieś 20-30 minut, byłby wręcz idealny.



POWRÓT DO MONTAUK



MADZIA (Nieco inna panna M.) - Taki ten film nijaki, że niemal od razu po seansie wypada z głowy. Sama historia może i ciekawa, ale opowiedziana w taki sposób, że film ciągnie się jak „flaki z olejem”. Warto obejrzeć przede wszystkim dla świetnego aktorstwa.



BRIGHT



AGATA (In Love With Movie) - Przez pierwszych 10 minut wydawało mi się, że oglądam naprawdę dobry film z ciekawie zapowiadającą się fabułą. Niestety, z każdą kolejną minutą mój entuzjazm błyskawicznie malał. Wydaje mi się nawet, że przez parę chwil drzemałam. Albo moje myśli odleciały gdzieś w kosmos. W każdym razie do końca życia zapamiętam najbardziej żenujące fragmenty, jak chociażby ten dialog: „-Kto dzwoni? – Skur**el z różdżką.” No seeeerio?! Ale przynajmniej mam nadzieję, że marketingowcy Netflixa odpowiedzialni za promocję dostali gigantyczne premie, bo już dawno polskie przystanki nie gościły tak oryginalnych i przykuwających wzrok haseł na plakatach.

MONIKA (In Love With Movie) - Zasnęłam podczas tego filmu na jakieś 10 minut i obudziłam się w innej czasoprzestrzeni. Dzieje się tu tak dużo, ale z drugiej strony nic nie przyciąga naszej uwagi. Takie sobie sci-fi. Choć marketingowo Netflix dał radę!

MADZIA (Nieco inna panna M.) - Dawno nie widziałam tak głupiego filmu. Przez większość czasu nie wiadomo o co chodzi, a jak już nam to zaczynają wyjaśniać, to w taki sposób, że i tak mało z tego wszystkiego rozumiemy. Słabe to strasznie i raczej tylko dla najbardziej wytrwałych. Na plus – kampania reklamowa.

GRZEGORZ (WELUR & poliester) - Slumsy, wojny gangów, sekty, amerykańska policja i… orki? Wrzucenie świata fantasy w teraźniejszość brzmi komicznie, ale efekt końcowy okazuje się zaskakująco ciekawy. Uważam, że to powiew świeżości dla kina akcji, bo jest to schematyczny gatunek, w którym ciężko coś nowego zaprezentować. Dużo strzelanin, mało śmieszne dowcipy Willa Smitha oraz płaskie postaci – już po plakacie wiedziałem, że tak będzie, więc ciężko napisać o rozczarowaniu. Przygotujcie się, że pistolety spotykają różdżki, a czeka was dobry odmóżdżacz po pracy. No i czekam na sequel!

MICHAŁ (Tako rzecze Wiking) - David Ayer filmem Siusiak Skład tak zniszczył swoje imię, że chyba bardziej się nie dało. Pomocną rękę wyciągnął jednak do niego Netflix, który postanowił zrealizować swój pierwszy, potężny blockbuster. Co tu dużo mówić – kampania marketingowa była wyborna! Ale, jak to zwykle bywa, wszystko dość szybko runęło… Bright to niestety dzieło będące na poziomie Suicide Squad – wszystko rusza świetnie, potem jednak, z każdą kolejną sekundą, aż chce się wyłączyć to coś, by tylko nie zniszczyć sobie wzroku. Punkt wyjściowy był genialny, czołówka jest naprawdę bombowa, początkowa scena w domu i na tarasie też kapitalna – co zatem zawiniło? Późniejszy żenujący scenariusz, żenująca reżysera i żenujący montaż. Czy Ayer stworzy jeszcze  wielkie dzieło na miarę Bogów Ulicy? Śmiem wątpić…




TABELA PODSUMOWUJĄCA




środa, 27 grudnia 2017

Na krawędzi (2017)...


Kryminał z najwyższej półki napędzany zbrodnią, niebezpieczeństwem, pożądaniem i adrenaliną, w którym reżyser zbudował trzymającą w napięciu historię o przyciąganiu się ze sobą dwóch biegunów. Ona i on. Kobieta-rajdowiec i gangster. Urodzeni kochankowie. Na krawędzi to opowieść o miłości pomiędzy Bibi i Gino wymieszana z brutalnym światem przestępczym i skrywaną przez głównego bohatera tajemnicą.
[opis dystrybutora]



Na krawędzi to film o miłości. O miłości niezwykłej i rzadko spotykanej, bo takiej, która jest jedna jedyna na całe życie. O miłości tak silnej, że nic i nikt nie jest w stanie jej rozłączyć. Gdybyście wzięli teraz Hymn o miłości z 1. Listu do Koryntian św. Pawła, to uczucie, które łączy dwójkę bohaterów filmu, idealnie się w ten Hymn wpisuje. I co z tego, skoro (wydawać by się mogło) scenariusz pisany jest przez życie. A w życiu nigdy nie jest aż tak pięknie. Piękny książę, a w tym przypadku diler samochodowy, okazuje się być zwykłym gangsterem. Kilka złych decyzji, może tę miłość w każdym momencie rozdzielić, choćby nie wiem jak bardzo była mocna. Nie możemy liczyć na dobrą wróżkę, która sfrunie z nieba i przyjdzie nam na ratunek w najbardziej odpowiednim momencie.



Film podzielony mamy na trzy części. Każda z nich opowiada tę samą historię niejako z innej perspektywy. Niejako, bo jednak historia cały czas pędzi do przodu. Tyle, że raz opowiadana jest z perspektywy Gigi, a następnie z perspektywy Bibi. Pierwszą część możemy uznać za mocne kino akcji/kryminalne. Są szybkie samochody, brutalne zbrodnie, pościgi policyjne, a do tego wszystkiego tajemnica skrywana przez Gino. Druga część, ta opowiedziana przez Bibi, już zaczyna coraz bardziej przypominać romans, a z biegiem czasu zmieniać się nawet w melodramat. Nie zmienia to faktu, że film niemal cały czas trzyma w napięciu. A gdyby go skrócić o jakieś 20-30 minut, byłby wręcz idealny.



POWINIENEŚ OBEJRZEĆ JEŚLI:
- szukasz filmu na wieczór dla siebie i swojej dziewczyny/chłopaka - oboje powinniście wyjść z kina zadowoleni
- masz ochotę na nieco ambitniejsze kino niż np. Jumanji
- planujesz napad na bank, a masz akurat dziewczynę, którą bardzo kochasz i której nie chcesz stracić ;)


OCENA: 7/10


FILM OBEJRZANY DZIĘKI UPRZEJMOŚCI HAGI FILM