sobota, 5 stycznia 2019

Grudzień 2018 w kinie - blogerskie podsumowanie...

Drugi miesiąc z rzędu udało nam się zebrać ekipę i naskrobać dla Was co nieco na temat grudniowych premier. Z powodu okresu świątecznego i spotkań rodzinnych czasu na kino było mniej, ale daliśmy radę. 

W tym miesiącu w podsumowaniu wzięli udział:
- Michał (Tako rzecze Wiking)
- Agata (In Love With Movie)
- Ewa (Popkultura)
- Emilia (Po napisach końcowych)
- oraz ja :)


KRAINA WIELKIEGO NIEBA


MICHAŁ - podczas, gdy większość ludzi wychwala pod niebiosa debiut reżyserski Bradzia Kupera (nie wiem za co), na naszych ekranach śmiga debiut reżyserski kolejnego  aktora, Paula Dano. Nie jest to również dzieło wybitne, jednak oglądało mi się to lepiej niż Narodziny Gwiazdy. Piękne kadry, kapitalni aktorzy (Jake, Carey i Ed), niezła muzyka…  Gdyby tylko fabuła w pewnym momencie nie siadła na dłuższy czas (zaczyna się nuda i smęcenie), byłoby wybornie. A tak? Jest dobrze!

AGATA - Film zapada w pamięć przede wszystkim ze względu na świetną grę Carey Mulligan i Jake’a Gyllenhaala. Chociaż oglądałam go w skupieniu i bez znużenia, to jednak kilka tygodni po seansie fabuła nie ma dla mnie większego znaczenia i mogłabym ją streścić w dwóch słowach: drama małżeńska. Za to miasteczko, w którym działa się rzecz – przeurocze i bardzo klimatyczne.


ZABÓJCZE MASZYNY


MICHAŁ - głupia bajeczka o tym, jak to miasta na kółkach zjadają inne miasta na kółkach. Ten film jest taką bzdurą, że aż nie ma się sił  o tym pisać. Początek nawet intryguje (wygląda to jak Szybcy i Wściekli: Miasto Drift), jednak im dalej w las tym gorzej. Ależ to się dłużyło…

AGATA - Ojej, no nie pykło. Wiedziałam, że fabuła, to jedna wielka wiksa, ale właśnie dlatego liczyłam na chociaż kilka wartkich, bezkrwawych walk. Przecież naparzać miały się ogromne maszyny-miasta, a tymczasem zobaczyliśmy jedno starcie na starcie filmu i koniec. Zapewne widzowie, którzy znali fabułę z książki, uniknęli tego rozczarowania, ja jednak załapałam lekki facepalm.


FUGA


MICHAŁ - lekko mówiąc nie jestem fanem Córek Dancingu. Na kolejny film Agnieszki Smoczyńskiej szedłem zatem z obawami. A tu… niespodzianka! Fuga to kino mocne, intensywne i trzymające w napięciu. Wybitnie zagrane (duet Muskała-Simlat miażdży!), dobrze poprowadzone dzieło, które nie pozostawi Was obojętnymi.

AGATA - Zostałam fanką, zdecydowanie! Tajemniczy, wciągający, intrygujący, a w dodatku z genialną Gabrielą Muskałą i dorównująco-partnerującym jej Łukaszem Simlatem, których bardzo podziwiam. Na uwagę zasługuje też fakt, że scenariusz do tego thrillera psychologicznego jest autorstwa Muskały. Tym samym wetknęła ona kij w oko wszystkim hejterom, którzy marudzą na permanentne braki w polskim kinie gatunkowym.


DIABEŁ: INKARNACJA


MICHAŁ - troszkę mnie ten film zaskoczył. Spodziewałem się kupencji totalnej, a pierwsza połowa filmu naprawdę dawała radę! Szkoda tylko, że potem zabrakło pomysłów i twórcy wrzucili tu wszelkie możliwe schematy gatunkowe. Kino krótkie i średnie – jak się ma zbyt dużo wolnego czasu, można obejrzeć.

MADZIA – Trochę za bardzo przypomina mi to setki innych horrorów. Pamiętam, że nawet w zeszłym roku (a może dwa lata temu) oglądałam niemal identyczny film. Nie pamiętam jednak jego tytułu. I tak samo szybko zapomnę o Diabeł: Inkarnacja.


BYŁ SOBIE DEADPOOL


MICHAŁ - skrojony pod PG-13 Deadpool 2, który na krótki okres czasu zawitał do kin, a część zysków przekazano na fundację zajmującą  się walką z rakiem.  Idea szczytna, szkoda, że film, mimo parunastu minut nowych scen (parę nawet zabawnych), okazał  się przeciętną edycją „normalnej” wersji. Brak tu tego pazura, brak zadziorności i brak Deadpoola, który może sobie pozwolić praktycznie na wszystko. Mam nadzieję, iż jeśli kolejny film o tym panu powstanie, to już normalnie, w kategorii „R”.

AGATA - Największą zaletą ocenzurowanego Deadpoola nie jest to, że dzieciaki mogły go legalnie obejrzeć (przecież i tak wiadomo, że każdy smarkacz, któremu zależało, już dawno widział wersję dla dorosłych), lecz fakt, że część dochodów ze sprzedaży biletów na całym świecie trafiła do fundacji walczącej z rakiem. Sam film dosyć mocno pokrojony i raczej taki niezły/średni.


AUTSAJDER


MICHAŁ - strasznie dziwne kino. Z jednej strony niby skupia się na bohaterze, z drugiej nie do końca oddaje mu głos, wiele domysłów pozostawiając widzom. Z jednej strony brutalny, z drugiej wesoły. Trudno to dzieło zaklasyfikować, jednak naprawdę, uwierzcie mi, dobrze mi się to oglądało. I gdyby nie wystylizowane fryzurki bohaterów nawet w więzieniach, byłbym jeszcze pozytywniej zaskoczony tą produkcją. Warto się z tym dziełem zapoznać.

AGATA - Dziwny, nieoczywisty, z niezbyt optymistycznym morałem. Aktorsko – średniawka.


ROMA


AGATA - Kompletnie nie rozumiem jego fenomenu. Oglądając Romę czułam się, jak totalnie zbędny podglądacz codzienności całkowicie obcych mi osób. Zatem ode mnie zero zrozumienia, współczucia, czy (o zgrozo!) utożsamiania się z bohaterami. Ta zdecydowanie zbyt długa opowieść ma mnóstwo przeciągniętych scen i dosadnych metafor (psie kupy rlz), które wywołały co najwyżej nieopanowany atak ziewania.

EWA - Roma to wielkie kino, wielkiego reżysera. Cuaron tworzy epizodyczną opowieść o życiu Cleo, jednak tak naprawdę głównym bohaterem są po prostu kobiety. Bez pretensjonalności, bez patosu, bez fajerwerków oglądamy ich codzienność, małe i wielkie dramaty. W ukazaniu tej kobiecości jest bardzo dużo naturalności, prawdy, która wynika z poprowadzonej narracji, jak i z wrażliwości reżysera. Jednocześnie to film, który świetnie się ogląda, który tworzą małe, niepozorne sceny, jak ta parkowania samochodu na ciasnym podwórku czy oczekiwanie na powrót partnera w kinie, uświadamiając sobie powoli, że uciekł od ważnego obowiązku. Roma to także opowieść o Meksyku początku lat 70. XX wieku, gdy dochodzi do ważnych politycznych zmian. Są one gdzieś obok, choć niejednokrotnie stykają się z codziennością zwykłego obywatela. To zdecydowanie pozycja obowiązkowa, emocjonalna, dosadna w swojej delikatności.


KURSK


MICHAŁ - mocne i poruszające kino. Vinterberg rozlicza sprawców, dosadnie pokazuje, kto zawinił. Mimo tragicznego finału, który każdy zna, film niezwykle trzyma w napięciu, między innymi dzięki kapitalnym kreacjom aktorskim (zwłaszcza Schoenaertsa). Jedyne, czego mogę się przyczepić i co mocno do tej produkcji nie pasuje, to język angielski. Naprawdę źle się słucha rosyjskich marynarzy mówiących płynną angielszczyzną… Reszta to jednak prawdziwe,  nokautujące uderzenie.

AGATA - Naprawdę dobre kino. Fabuła wciągająca, co zresztą nie powinno dziwić, bo historia tragicznego losu rosyjskich pracowników okrętu podwodnego, to wręcz gotowy materiał na scenariusz. Technicznie i aktorsko film również się broni, dlatego tym bardziej  szkoda, że Rosjanie rozmawiali w nim między sobą po angielsku. Ta lingwistyczna arogancja zawsze mnie smuci.


THE QUAKE. TRZĘSIENIE ZIEMI


MICHAŁ - sequel kapitalnej Fali (kto nie widział – POLECAM!), okazał się totalnym niewypałem. Nudny, infantylny, robiący idiotów i z widzów, i z bohaterów. W tym filmie (przypominam – KATASTROFICZNYM) nie dzieje się nic. NIC! Tytułowe trzęsienie ziemi trwa ze 30 sekund (efekty są, jak na kino europejskie, naprawdę niezłe), a reszta to kretyńskie dialogi, idiotyczne żarciki (z których nikt się nie śmieje) i smęcenie. Omijajcie.

AGATA - Typowe kino katastroficzne z typowymi, katastroficznymi głupotkami. Jedyna nietypowość to to, że jest produkcji skandynawskiej.

MADZIA – Szłam na ten film z zamiarem „odmóżdżenia się” i to się zdecydowanie udało. Poza tym film nie wniósł nic ani do mojego życia, ani do gatunku jakim jest film katastroficzny, ani do kinematografii ogółem. Fani kina katastroficznego mogą obejrzeć, pozostałym raczej odradzam.


AQUAMAN


MICHAŁ - największe zaskoczenie grudnia. Hejtuję DCU, bo to totalne ścierwo, ale trzeba przyznać, że najnowszy film z tego uniwersum jest naprawdę dobry. Ale umówmy się – główna w tym zasługa Jasona Momoi, który robi wszystko, a może i więcej, by widz został wchłonięty do tego świata. Charyzmatyczny i dowcipny Aquaman to ziomek, którego po prostu się lubi. Reszta obsady to już niestety  typowy poziom DCU – no może prócz Dolpha Lundgrena i jego śmiesznych włosków, bo Wodny Ivan Drago daje radę. Widać również, że za efekty specjalne odpowiadali ci sami nieudacznicy, co w poprzednich filmach tego uniwersum – green screen jest tak chamsko widoczny, że lepiej zamaskowałoby go dziecko z przedszkola mając do dyspozycji tylko Excela. Nie zmienia to faktu, że na Aquamanie bawiłem się dobrze – Momoa, jesteś wielki!

AGATA - Dobry humor, fabuła niewymagająca większego skupienia i oczywiście Jason ze swoim rozbrajającym spojrzeniem. W ogóle, to nie oszukujmy się – ten film, to po prostu Jason. Jeden z przyjemniejszych seansów minionego miesiąca.


MARY POPPINS POWRACA


MICHAŁ - no szkoda, że zachciało jej się wracać. Znaczy, fani musicali i fani Roba Marshalla pewnie będą szczęśliwi, bo i posłuchają pioseneczek i  pooglądają ładną scenografię – szkoda, że inni nie znajdą w tym filmie niczego, co byłoby w stanie przyciągnąć ich do ekranu. Owszem, Emily Blunt się stara, ale niewiele to pomaga – ledwo przeżyłem seans. Nuda.

AGATA - Troszkę bezpłciowy, rozmemłany i zdecydowanie za długi. Zwłaszcza finał wydawał się trwać w nieskończoność. Na szczęście, Emily Blunt jest świetna, no i zawsze miło zobaczyć Meryl Streep, nawet gdy pojawia się na ekranie dosłownie przez kilka minut. Bardzo żałuję, że nie udało mi się obejrzeć wersji oryginalnej z polskimi napisami, bo dubbing był słaby.


SPIDER-MAN UNIWERSUM


MICHAŁ - no i to jest uderzenie! Genialny wizualnie, rewelacyjny fabularnie, cholernie zabawny film, który pokochają wszyscy: dorośli i dzieci, kobiety i mężczyźni, fani Spiderka i osoby, które go znają jedynie ze słyszenia. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a po seansie każdy (gwarantuję) będzie zachwycony. Kino superbohaterskie najwyższych lotów, które przekonuje, że każdy superbohaterem może zostać. Sony,  jestem z Was dumny! Dwa filmy „marvelowe” w 2018 i dwa rewelacyjne uderzenia (drugi film to oczywiście Venom) – oby tak dalej!  Mam nadzieję, że już niedługo doczekam się spin-offów z bohaterami z „Uniwersum” – byłoby czadowo!

AGATA - Zabawny, wciągający, pięknie animowany i ze świetną muzyką. Seans ochoczo powtarzam w styczniu.


PECH TO NIE GRZECH


MICHAŁ - zróbcie mi cokolwiek, nawet krwawego orła, ale nie każcie mi oglądać tego ścierwa jeszcze raz! To absolutnie najgorszy film tego wieku, a Ryszard Zatorski udowodnił mi, że można być gorszym reżyserem niż Patryk Vega. Oglądanie Pech to nie grzech to katorga – nic w tej kupie nie ma sensu, bohaterowie są skończonymi debilami, dialogi pisał chyba jakiś komputerowy generator, a montażem zajmował się chyba ktoś, kto wyznawał zasadę: to wkleję tu, to tam, to wytnę, coś się uda. W tym czymś nie ma ani jednego jasnego punktu – tu wszystko jest totalnie złe.

AGATA - Proponuję Ci zrobić eksperyment. Masz dwa trudne i wyczerpujące zadania: 1.skaczesz po kanałach, na których są do wyboru Barwy szczęścia, M jak miłośćKlan i Samo życie oraz 2.przełączasz stacje radiowe, w których wałkowane są te same, popowe, współczesne hity. Teraz wykonaj (lub wyobraź sobie, że wykonujesz) te dwie czynności jednocześnie.... et voila! Właśnie zostałeś scenarzystą „filmu” Pech to nie grzech. Nie gratuluję, współczuję. Btw. co ten tytuł ma do fabuły filmu?! Nic. Absolutnie NIC.

EMILIA - Niezaprzeczalny zwycięzca w kategorii najgorszego filmu 2018. Kiedy polskie kino kwitnie, aż dziwne, że powstają takie filmy, które są krokiem w tył polskiej kinematografii. Kiedy Karolak jest najlepszym punktem filmu - wiedz, że jest źle.

MADZIA – Najgorszy film roku. I tyle w tym temacie.


ONI


MICHAŁ - czy ktoś z Was  pomyślałby, że można nakręcić nudny i bezpłciowy film o niezwykle barwnym Berlusconim? Też myślałem, że się nie da. A jednak Sorrentino tej sztuki dokonał. W czasie projekcji głównie chce nam się ziewać, wszystko jest niezwykle pocięte (tak, wiem, że we Włoszech film ten był o wiele dłuższy), nic nie ma sensu. Ok, Servillo daje radę, Kasia Smutniak jest wspaniała, ale ciężko ogląda się dzieło, w którym łączono sceny na chybił trafił… Z jednej strony jestem ciekaw, jak wygląda ten film w kompletnej wersji, z drugiej jednak strony nie wiem, czy  znajdę siły, by przeżyć te smęty raz jeszcze… Turbo fani Sorrentino pewnie mnie za to zgoją, ale cóż… Ja nie czaję Was, Wy mnie ;)

AGATA - Symbolika i metafory, którymi tak spamuje Sorrentino, nigdy nie były dla mnie zrozumiałe, ani intrygujące. A to, co inni widzowie często nazywali artyzmem, w moim odczuciu przeważnie było nudą. Właściwie, to nie powinnam pisać „było”, tylko JEST. Oni, to rozwleczony i nużący obraz życia arcyciekawej osobowości (Berlusconi). Za to Kasia Smutniak hipnotyzująca i zdolna jak zawsze, więc wcale się nie dziwię, że wreszcie zyskuje sławę również w Polsce. Szkoda tylko, że aby do tego doszło, musiała oddać widzom dosłownie całą siebie.


PŁOMIENIE


MADZIA – Piękny, poetycki, a jednocześnie trzymający w napięciu. Widziałam go już dwa razy i niewykluczone, że jeszcze kiedyś do niego wrócę. A z pewnością będę polecać innym. Może i można by go skrócić o jakieś 20-30 minut, chociaż z drugiej strony jego długość wcale w odbiorze nie przeszkadza – film się nie ciągnie, nie dłuży. Każda scena jest w nim tak samo ważna, tak samo potrzebna. I do tego zakończenie, które zmusza nas do ciągłego powrotu myślami do tego filmu i ciągłych dyskusji na jego temat.



PODSUMOWANIE W OCENACH
W tym miesiącu, w związku z tym, że zbyt mało jest filmów, które oceniły 3 osoby lub więcej - tytuł najlepszego oraz najgorszego filmu zostaje "rozlosowany" spośród filmów ocenionych przez przynajmniej 2 osoby :)