sobota, 27 kwietnia 2013

#1 Daniel Day-Lewis: Moja lewa stopa (1989)...


Moja lewa stopa to film, na który wybrałam się w ramach wtorkowego DKF-u w łódzkiej filmówce. Jako, że uwielbiam Daniela Day-Lewisa (który to według mnie jest najwybitniejszym żyjącym aktorem), nie mogłam przegapić okazji na obejrzenie jednego z filmów z jego udziałem.

Film oparty został na faktach. Główny bohater, Christy Brown, urodził się w bardzo licznej irlandzkiej rodzinie (podane zostaje, że jego matka urodziła 22 dzieci z czego tylko 13 przeżyło). Niestety chłopiec urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Jedyną sprawną częścią jego ciała była tytułowa lewa stopa. Podczas, gdy wszyscy widzieli w chłopcu jedynie ciężar i upośledzonego chłopca, który najprawdopodobniej nawet nie rozumie co się do niego mówi. Przez kilka lat swojego życia Christy musiał znosić obelgi zarówno obcych mu ludzi, sąsiadów, jak i własnego ojca. Jedynie matka dostrzegała w nim jakiś niewytłumaczalny potencjał. Po wielu latach Christy Brown daje się poznać w Irlandii jako niezwykle utalentowany malarz i pisarz, posługujący się jedynie swoją lewą stopą.


Film Moja lewa stopa był debiutem zarówno reżyserskim, jak i scenopisarskim Jima Sheridana, irlandzkiego reżysera odpowiedzialnego za dwa nieco późniejsze filmy z Danielem Day-Lewisem - W imię ojca oraz Bokser - czy nowsze, bardziej znane - Dom snów oraz Bracia. Debiut ten jest bardzo udany. Dobry pod każdym względem. Historia jest ciekawa i ciekawie jest opowiedziana. Film rozpoczyna się w miejscu, kiedy Christy jest już znany i przyjeżdża do posiadłości jakiegoś bogacza (nazwiska nie pamiętam, ale nie jest też bardzo istotne) na benefis, podczas którego zbierane są pieniądze na rehabilitację dzieci z porażeniem mózgowym. Christy ma się pokazać ze swoją książką. Jednak na czas benefisu zostaje zaprowadzony do biblioteki, gdzie kobieta, która się nim opiekuje czyta, dla zabicia czasu i z powodu fascynacji, jego książkę. Film w zasadzie w całości składa się z retrospekcji, od czasu do czasu przeplatanymi krótkimi scenami teraźniejszymi.


Na największą pochwałę zasługuje jednak zdecydowanie aktorstwo. W roli głównej mamy Daniela Day-Lewisa, który w roli mężczyzny z porażeniem mózgowym jest niezwykle przekonujący. Poczynając od ruchów i mimiki, a kończąc na głosie - wszystko jest niezwykle wiarygodne. Podejrzewam, że gdyby była to jego pierwsza rola, to mówiłoby się o nim to samo, co o Leonardo DiCaprio przy "Co gryzie Gilberta Grape'a" - że to naturszczyk, jakiś chłopak wzięty z ulicy, który rzeczywiście jest chory. Nic dziwnego, że Day-Lewis za tę rolę otrzymał swojego pierwszego Oscara. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest to najlepsza jego rola.


Oscara otrzymała także Brenda Fricker za rolę matki Christy'ego. Aktorka znana większości zapewne z roli kobiety z gołębiami, której bał się Kevin kiedy wylądował sam w Nowym Jorku. Ja sama kojarzę ją przede wszystkim właśnie z tej roli. W roli pani Brown Fricker jest naprawdę dobra, ale raczej nic poza tym. Na tym samym poziomie znajdują się pozostali aktorzy grający w Mojej lewej stopie. Daniel Day-Lewis sprawia, że zwraca się uwagę tylko na niego. Kiedy on jest na ekranie, patrzy się tylko na niego i nie zwraca się uwagi na otoczenie. 


Moja lewa stopa to film niezwykle przejmujący. Pokazuje nam on jak ciężko jest poważnie chorym ludziom żyć w zdrowym społeczeństwie. Że upośledzeni przeżywają to samo co my. Mają te same problemy i troski. Tylko, że u nich są one dodatkowo spotęgowane przez ich chorobę. Wyobraźcie sobie bowiem, jak trudno takiemu człowiekowi jest znaleźć osobę, która go pokocha takim jakim jest. Moja lewa stopa to film dla każdego, powiedziałabym nawet, że jest to pozycja obowiązkowa. 

Moja ocena: 8+/10

środa, 24 kwietnia 2013

Festiwal Kamera Akcja...

Już za niedługo, w dniach 9-12 maja, po raz czwarty (choć ja dowiedziałam się o nim przypadkiem rok temu) odbędzie się w Łodzi Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja. Wszystkich Was, którzy mają możliwość, zachęcam do zapoznania się z programem (który na razie nie jest jeszcze znany w pełni) i przybycia do Łodzi, gdyż jest to jeden z lepszych festiwali jakie mamy. W tym roku, z racji zamknięcia kina Cytryna, festiwal odbywać się będzie w Łódzkim Domu Kultury.



Dostępne są oczywiście karnety. W tym roku nowością jest karnet blogera - blogerzy filmowi mogą sobie więc wreszcie pozwolić na darmowy pobyt na festiwalu :) Informację o wszystkich karnetach oraz jak je zdobyć znajdziecie TUTAJ

Program nie jest jeszcze do końca znany. To co już wiadomo znaleźć możecie TUTAJ. A jakie filmy jeszcze się pojawią możecie śledzić codziennie na bieżąco na fb festiwalu. Na film wejść możecie oczywiście także nie posiadając karnetu. Wystarczy przyjść kilka do kilkunastu minut przed filmem i zakupić bilet za 5 zł. 

Dodatkową atrakcją festiwalu są panele dyskusyjne. W tym roku uboższy w krytyków niż rok temu. Na panele dyskusyjne wejdziecie za darmo, nie posiadając karnetu. Tegoroczne tematy to: Wirujący tekst. O stylu w krytyce filmowej (w którym to panelu uczestniczył będzie jeden z moich ulubionych krytyków filmowych - Michał Oleszczyk), RecenzNET. Nowa krytyka filmowa (tu najbardziej znanym nazwiskiem jest nowy redaktor naczelny FILM-u Tomasz Raczek) oraz Rekiny kinematografii. Powiązania dystrybucji z krytykami filmowymi. Szczegóły dotyczące paneli znajdziecie TUTAJ.

We wtorek rozpoczęły się także zapisy na warsztaty i spotkania. Na to także nie potrzebujecie karnetu, ale za to trzeba się jakiś czas wcześniej (najlepiej jak najszybciej) zapisać na nie mailowo. W tym roku odbędzie się spotkanie z Michałem Oleszczykiem pt. Ostatni fotel po prawej stronie. Fakty i mity pracy krytyka filmowego (na które to się oczywiście wybieram), spotkanie z Agnieszką Magdziarek i Magdą Felis Videoblog jako nowa telewizja. Jak robić programy tv w nowych mediach? (czyli coś dla tych, którzy zajmują się bądź myślą o zajęciu się videoblogowaniem), spotkanie z redaktorką naczelną magazynu Kontrast - Joanną Figarską Kontrastowe ujęcie. Jak tworzyć magazyn kulturalny?, spotkanie z Patrycją Wanat Uwodziciel publiczności. Jak prowadzić radiowe rozmowy o filmie, warsztaty z Tomaszem Raczkiem o wymownym tytule Jak nie mieć kaca (po Wawie). O roli krytyka filmowego (kolejne warsztaty, na które się wybieram) oraz warsztaty z interpretacji filmu z Dagmarą Rode Kinomovie. Ile widzów tyle znaczeń. Wszelkie szczególiki TUTAJ.

Wszystkich serdecznie zapraszam i, mam nadzieję, do zobaczenia na festiwalu ;)

EDIT: Jest już pełny harmonogram wydarzeń. Zobaczyć go możecie TUTAJ
Na co się wybieracie? Ja planowałam "Big love" w końcu nadrobić, ale kolidują mi warsztaty z Tomaszem Raczkiem.

czwartek, 14 marca 2013

Wiecznie żywy (2013)...


Wiecznie żywy to historia miłości. Ale nie byle jakiej, bo pomiędzy chłopakiem R, który ma nieszczęście być zombie i dziewczyną Julie, której serce wciąż bije. Jednak to nie wszystko, bo za sprawą tej jednej żyjącej dziewczyny i nieżyjącego chłopaka, wszystkie żywe trupy zaczną coś czuć. Żeby ich miłość rozkwitła i przetrwała będą musieli stawić czoło jej ojcu z armią ludzi chcącą zabić każdego zombie jakiego spotkają na swojej drodze, szkielety – czyli zombie, które nie żyją już tak długo, że pozbawione są wszelkich uczuć oraz faktowi, że R już od jakiegoś czasu jest martwy.


Kiedy jakiś czas temu przyjaciółka wysłała mi trailer Wiecznie żywego pomyślałam: Super. Fala „Zmierzchu” przenosi się na pozostałe istoty nadprzyrodzone. Teraz już nie tylko wampiry i wilkołaki mogą współżyć z ludźmi, ale także zombie. Ale powiedzmy sobie szczerze – zombie? Niby jakim sposobem żywy trup, podkreślam TRUP, miałby niby zakochać się w żyjącej dziewczynie? To jakiś żart? Kolejna parodia? Okazuje się, że nie. Nie dość, że film oparty jest na książce, to w dodatku, pomimo tego, że jest to kolejna ckliwa historyjka o miłości, to jest to naprawdę dobry film. Jest dobry zarówno aktorsko, reżysersko, zdjęciowo, jak i scenariuszowo.


Jonathan Levine (który zarówno napisał scenariusz, jak i wyreżyserował Wiecznie żywego, reżyser niedawnego filmu 50/50) wyszedł z założenia, że jeżeli robimy film o trupie zakochującym się w człowieku, to nie musimy robić tego na poważnie, w konwencji horroru, ale można zrobić to z lekkim poczuciem humoru. Mamy oczywiście sceny rodem z horroru, w końcu to film o zombie, bez tego się nie obejdzie, ale w większości film jest nakręcony tak, żeby mógł go obejrzeć każdy i to niemal w każdym wieku (powiedzmy sobie szczerze – mimo tego, że to historia miłosna, 5-letnie dzieci raczej będą się bały szkieletów). Z połączenia gatunków wyłania się kolejny plus – film jest dobry zarówno dla dziewczyn, jak i dla facetów. Dla dziewczyn mamy historię miłosną, a dla facetów – trochę komedii i trochę horroru.


Aktorsko także film stoi na dobrym poziomie. W głównej roli możemy zobaczyć Nicholasa Houlta znanego z filmu Był sobie chłopiec, w którym to jeszcze jako dziecko (nie takie małe, bo trzynastoletnie) zagrał u boku Hugh Granta. Chłopak poradził sobie z rolą R znakomicie. Przecież prawdopodobnie nie łatwo jest zagrać żywego trupa. W dodatku takiego, któremu co rusz coś się zmienia – raz jest zwykłym zombie, pragnącym ludzkich mózgów, a niedługo potem rozmawia z dziewczyną niemal jak zwykły, żyjący chłopak, choć nadal jest trupem. Tak, to nie mogło być najłatwiejsze zadanie. Jako jego wybrankę mamy znaną z Ucznia czarnoksiężnika i Jestem numerem cztery Teresę Palmer. Dziewczyna spisuje się świetnie. Z jednej strony jest przestraszoną dziewczynką, z drugiej nieugiętą wojowniczką, niby oczko w głowie tatusia, ale z drugiej strony potrafi się ojcu postawić. W roli ojca Julie możemy zobaczyć Johna Malkovicha. Jeden z moich ulubionych aktorów, tutaj nie zrobił na mnie większego wrażenia. Taki sobie ojciec i przywódca jakich pełno w filmach. Równie dobrze tę rolę mógłby zagrać ktokolwiek inny. Przewija nam się także co jakiś czas Dave Franco. Nie widziałam jeszcze filmu, w którym ten chłopak by mnie nie drażnił i w Wiecznie żywym jest podobnie.


To co mi w tym filmie kompletnie nie pasuje to zombie. Są takie zbyt ludzkie. Rozumiem, że chłopak odbywa jakiś monolog wewnętrzny, że jest emocjonalny na tyle na ile może. Ale żeby mówił? Można to sobie tłumaczyć tym, że im bardziej się zakochuje w tej dziewczynie, tym bardziej ludzki się staje i dzięki temu może mówić. Można zauważyć nawet taką zależność – im bliżej są ze sobą, tym lepiej i więcej R mówi. Tyle, że on potrafi mówić od samego początku. Tego nie potrafię zrozumieć (może ktoś to rozumie i mi to wytłumaczy?). Ciekawym pomysłem jest fakt, że zombie zjadając twój mózg, dostają twoje wspomnienia. Chociaż podejrzewam, że to akurat pomysł autora książki, a nie scenariusza (nie wiem, książki nie czytałam).


Typowa historia miłosna, przedstawiona w bardzo nietypowy sposób. Film, do którego podeszłam nastawiona bardzo sceptycznie okazał się dla mnie zaskoczeniem. I to zaskoczeniem zdecydowanie na plus. Nie jest to może arcydzieło na miarę najlepszych światowych reżyserów, jednak jest to film, który zdecydowanie warto polecić. Każdemu.

Ocena: 8/10

niedziela, 24 lutego 2013

Oscary 2013 - moje przewidywania...


Jak co roku, po ogłoszeniu nominacji do Oscarów, postanowiłam obejrzeć wszystkie nominowane filmy. I to nie tylko w kategorii najlepszy film, ale w każdej kategorii. Jedyne filmy, których nie biorę pod uwagę to dokumenty, gdyż tych nie cierpię, jednak w tym roku udało mi się, niezamierzenie, obejrzeć film "Sugar Man". Zabrakło mi do ukończenia mojego "wyzwania" kilku pozycji, ale w związku z tym, że rozdanie już za kilka godzin, oto moje typy wygranych.



Najlepszy film
Nominacje:
Les Miserables. Nędznicy
Operacja Argo
Django
Poradnik pozytywnego myślenia
Życie Pi
Miłość
Wróg numer jeden
Bestie z południowych krain
Lincoln

Nie widziałam: 

Życie Pi
Wróg numer jeden

Moje przypuszczenia:

Wygranym zostanie najprawdopodobniej Operacja Argo.
Moim faworytem jest za to Django. To film, który spodobał mi się najbardziej ze wszystkich. Zawiera w sobie wszystko: świetną muzykę, znakomitą obsadę, bardzo dobre zdjęcia i przede wszystkim ciekawą historię. Poza tym Poradnik pozytywnego myślenia, który niemal nikomu się nie podoba mnie zachwycił, nie na tyle, żeby przyznać mu statuetkę za najlepszy film, ale zawsze....

And the Oscar goes to:
Operacja Argo



Najlepszy aktor pierwszoplanowy
Nominacje:
Bradley Cooper Poradnik pozytywnego myślenia
Denzel Washington Lot
Hugh Jackman Les Miserables. Nędznicy
Daniel Day-Lewis Lincoln
Joaquin Phoenix Mistrz

Nie widziałam:
Mistrz

Moje przypuszczenia:
Moim faworytem jest Daniel Day-Lewis. Widziałam już z nim parę filmów i uważam, że jest on zdecydowanie wybitnym aktorem i w pełni zasługuje na wszelkie przyznawane mu nagrody. Słyszałam jednak, że także rola Phoenixa w Mistrzu jest rolą wybitną i zasługuje na tegorocznego Oscara, nie widziałam jednak tego filmu, więc nie będę się wypowiadała. Hugh Jackman zagrał naprawdę dobrze i z pewnością zasłużył na zdobytego Złotego Globa, nie jest to jednak rola Oscarowa. Co do dwóch pozostałych panów. Bradley Cooper nareszcie miał szansę pokazać, że umie grać, a Denzel Washington nareszcie wrócił do ambitniejszego grania. Obaj zagrali swoje role naprawdę dobrze, ale zwycięzca może być tylko jeden. Ubolewam za to nad brakiem nominacji dla Johna Hawkesa za główną rolę w Sesjach. Byłabym nawet w stanie wyrzucić z nominowanych Jackmana i zastąpić go Hawkesem.

And the Oscar goes to:
Daniel Day-Lewis


Najlepsza aktorka pierwszoplanowa
Nominacje:
Jennifer Lawrence Poradnik pozytywnego myślenia
Naomi Watts Niemożliwe
Jessica Chastain Wróg numer jeden
Quvenzhane Wallis Bestie z południowych krain
Emmanuelle Riva Miłość

Nie widziałam:
Niemożliwe
Wróg numer jeden

Moje przypuszczenia:
Wszyscy mówią o świetnej roli Jessici Chastain we Wrogu numer jeden. Poza tym dostała za tę rolę już Złotego Globa, więc wydaje mi się, że może dostać także Oscara. Osobiście nie mam swojej faworytki. Żadna z ról, które zobaczyłam nie była dla mnie wybitna. Oczywiście, wszystkie panie na swoje nominacje zasłużyły. Emmanuelle Riva zagrała naprawdę pięknie i poruszająco. Po obejrzeniu Bestii z południowych krain byłam zachwycona małą Wallis. Także Jennifer Lawrence zagrała naprawdę dobrze. Z pewnością umiliła mi seans Poradnika...

And the Oscar goes to:
Jennifer Lawrence - ku zaskoczeniu chyba wszystkich, ale się cieszę z tego wyboru :)


Najlepszy aktor drugoplanowy
Nominacje:
Philip Seymour Hoffman Mistrz
Christoph Waltz Django
Robert De Niro Poradnik pozytywnego myślenia
Tommy Lee Jones Lincoln
Alan Arkin Operacja Argo

Nie widziałam:
Mistrz

Moje przypuszczenia:
Ze wszystkich ról drugoplanowych męskich, które widziałam najlepszy dla mnie był Christoph Waltz w Django. Nie wiem co w ogóle w tej kategorii robi Alan Arkin. Jeśli miałabym wybierać między nim a Johnem Goodmanem (obaj zagrali w Operacji Argo), zdecydowanie przyznałabym nominację Goodmanowi. Robert De Niro nareszcie się opanował i zagrał tak jak za dawnych lat. Tommy Lee Jones nie należy do moich ulubionych aktorów. Wydaje mi się, że w każdym filmie gra tak samo, a przynajmniej w każdym ma tę swoją okropną minę. Brakuje mi tutaj nominacji dla Leonardo DiCaprio i Samuela L. Jacksona za Django. Za DiCaprio nie przepadam, ale faktem jest, że jest on znakomitym aktorem, który nie ma jednak szczęścia do nagród.

And the Oscar goes to:
Christopher Waltz


Najlepsza aktorka drugoplanowa
Nominacje:
Amy Adams Mistrz
Helen Hunt Sesje
Anne Hathaway Les Miserables. Nędznicy
Sally Field Lincoln
Jacki Weaver Poradnik pozytywnego myślenia

Nie widziałam:
Mistrz

Moje przypuszczenia:
W tej kategorii Oscar należy się tylko jednej osobie - Anne Hathaway za rolę w Les Miserables. Scena, w której aktorka śpiewa I dreamed a dream jest sceną niezapomnianą i chyba najlepszą w całym filmie. Helen Hunt pokazała dużo i zagrała dobrze, ale wydała mi się zbyt blada i ginęła mi w cieniu aktora pierwszoplanowego - Johna Hawkesa. Sally Field w roli pani Lincoln mi się nie podobała, a wręcz do tej roli nie pasowała. A Jacki Weaver w ogóle nie wiem co robi między nominowanymi. Podejrzewam, że została nominowana z braku laku, gdyż w roku 2012 dobrych damskich ról drugoplanowych nie było za wiele (niektórzy wskazują tu Nicole Kidman i jej rolę w Pokusie, ale nie widziałam jeszcze więc się nie wypowiem).

And the Oscar goes to:
Anne Hathaway



Najlepszy reżyser
Nominacje:
Ang Lee Życie Pi
Steven Spielberg Lincoln
Benh Zeitlin Bestie z południowych krain
Michael Haneke Miłość
David O. Russell Poradnik pozytywnego myślenia

Nie widziałam:
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Ciężko wybrać spośród panów tego, który miałby Oscara dostać. Żaden z nich nie zachwycił. Podejrzewam jednak, że nagrodę dostanie Steven Spielberg za Lincolna. Nie oszukujmy się, w końcu to Spielberg. Mogło być jednak lepiej. Brakuje mi w tej kategorii Bena Afflecka. Jemu przyznałabym statuetkę za reżyserię Operacji Argo bez większych oporów. Ale także gdzie się podział Quentin Tarantino? 

And the Oscar goes to:
Ang Lee


Najlepszy scenariusz oryginalny
Nominacje:
Django Quentin Tarantino
Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom Wes Anderson, Roman Coppola
Miłość Michael Haneke
Wróg numer jeden Mark Boal
Lot John Gatins

Nie widziałam:
Wróg numer jeden

Moje przypuszczenia:
Moim faworytem jest Django i będę trzymała kciuki za Tarantino. Scenariusz Gatinsa do Lotu jest naprawdę dobry, ale film jest monotonnie (dla mnie) nakręcony. Kochankowie z Księżyca to piękna historia, ale prędzej przyznałabym mu statuetkę za scenografię. Miłość - piękna, wzruszająca historia, ale w tej kategorii na statuetkę nie zasługuje.

And the Oscar goes to:
Django Quentin Tarantino


Najlepszy scenariusz adaptowany
Nominacje:
Poradnik pozytywnego myślenia David O. Russell
Operacja Argo Chris Terrio
Życie Pi David Magee
Lincoln Tony Kushner
Bestie z południowych krain Lucy Alibar, Benh Zeitlin

Nie widziałam:
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
W tej kategorii Oscara przyznałabym chyba Operacji Argo. Temu scenariuszowi właściwie niczego nie brakuje. Konkurować z nim może chyba jedynie scenariusz Lincolna, gdyż, choć film sam w sobie był przydługi i nudny, to nie można mu odmówić posiadania dobrego scenariusza.

And the Oscar goes to:
Operacja Argo Chris Terrio


Najlepszy film nieanglojęzyczny
Nominacje:
Kon-Tiki
No
Miłość
Kochanek królowej
Wiedźma wojny

Nie widziałam:
No
Wiedźma wojny

Moje przypuszczenia:
Tutaj zwycięzca jest bezkonkurencyjny, czyli Miłość Hanekego. Brakuje mi za to Nietykalnych.

And the Oscar goes to:
Miłość


Najlepsza charakteryzacja
Nominacje:
Les Miserables. Nędznicy
Hitchcock
Hobbit: Niezwykła podróż

Nie widziałam:
Hitchcock

Moje przypuszczenia:
Nie widziałam Hitchcocka, ale widziałam zdjęcia z filmu. Charakteryzacja oczywiście jest, bo gdyby jej nie było, nie byłoby nominacji, ale nie jest ona jednak tak "zaawansowana" i wyraźna jak w pozostałych dwóch nominowanych filmach. Charakteryzacja zarówno w Les Miserables, jak i w Hobbicie jest naprawdę dobra i jeśli miałabym głosować, oddałabym swój głos na Hobbita. Podejrzewam jednak, że statuetkę otrzyma Les Miserables. Dziwi mnie jednak brak nominacji dla Atlasu chmur. Charakteryzacja tam była genialna i bez dwóch zdań film zasługuje przynajmniej na nominację.

And the Oscar goes to:
Les Miserables. Nędznicy


Najlepsza muzyka oryginalna
Nominacje:
Anna Karenina Dario Marianelli
Lincoln John Williams
Operacja Argo Alexandre Desplat
Skyfall Thomas Newman
Życie Pi Mychael Danna

Nie widziałam:
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Jeżeli chodzi o tę kategorię, to nie mam pojęcia kto mógłby statuetkę dostać. Ja sama obstawiałabym Operację Argo. Brakuje mi w tej kategorii nominacji dla Django. Podejrzewam jednak, że mógł być ku temu jakiś powód - może to nie być muzyka oryginalna. Nie wiem, nie znam się. :) I oczywiście - znów brak Atlasu chmur. Kto w ogóle wybiera te nominowane filmy?

And the Oscar goes to:
Życie Pi Mychael Danna


Najlepsza piosenka
Nominacje:
Everybody needs a best friend Norah Jones Ted
Before my time Scarlett Johansson i Joshua Bell Ścigając arktyczny lód
Pi's Lullaby Bombay Jayashri Życie Pi
Skyfall Adele Skyfall
Suddenly Hugh Jackman Les Miserables. Nędznicy

Nie widziałam:
Ścigając arktyczny lód
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Nie widziałam Ścigając arktyczny lód Życia Pi, ale piosenki słyszałam. Jednak, podobnie jak w sytuacji filmu nieanglojęzycznego, zwycięzca jest bezkonkurencyjny - Adele z piosenką Skyfall z filmu o Jamesie Bondzie. Jest to zdecydowanie najlepsza piosenka z nominowanych. Wiem, że niektórzy obstawiają jeszcze Hugh Jackmana i piosenkę Suddenly Les Miserables. Moim zdaniem jest to jednak najgorsza piosenka z całego musicalu. Spodobały mi się także piosenki z Teda oraz Ścigając arktyczny lód. Powiedzmy sobie jednak szczerze. Nikt nie umywa się do Adele. Miała ona tę nagrodę w kieszeni już w momencie jej nagrania.

And the Oscar goes to:
Skyfall Adele Skyfall


Najlepsza scenografia
Nominacje:
Lincoln Jim Erickson, Rick Carter
Życie Pi Anna Pinnock, David Gropman
Les Miserables. Nędznicy Eve Stewart, Anna Lynch-Robinson
Anna Karenina Sarah Greenwood, Katie Spencer
Hobbit: Niezwykła podróż Dan Hennah, Ra Vincent, Simon Bright

Nie widziałam:
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Życie Pi Hobbit raczej tej nagrody nie otrzymają. Nie liczyłabym także na wygraną Anny Kareninej. Moim faworytem jest Lincoln. Nie wykluczam jednak zwycięstwa Les Miserables. 

And the Oscar goes to:
Lincoln Jim Erickson, Rick Carter


Najlepsze efekty specjalne
Nominacje:
Avengers
Prometeusz
Życie Pi
Hobbit: Niezwykła podróż
Królewna Śnieżka i Łowca

Nie widziałam:
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Moim faworytem w tej kategorii jest film Avengers. A który statuetkę otrzyma? Obstawiam Życie Pi. Choć możliwym wygranym jest także Prometeusz. Nie był to dobry film, ale miał rzeczywiście dobre efekty specjalne.

And the Oscar goes to:
Życie Pi


Najlepsze kostiumy
Nominacje:
Les Miserables. Nędznicy Paco Delgado
Anna Karenina Jacqueline Durran
Królewna Śnieżka i Łowca Colleen Atwood
Królewna Śnieżka Eiko Ishioka
Lincoln Joanna Johnston

Nie widziałam:
widziałam wszystkie :)

Moje przypuszczenia:
Najłatwiejszym w zasadzie wyborem będzie Anna Karenina. Mamy w tym filmie stroje charakterystyczne, za które zazwyczaj przyznawane są nagrody. Ja trzymam kciuki za Lincolna (choć suknie Sally Field wyglądają okropnie)gdyż w zasadzie kostiumy z pozostałych filmów mi się nie podobały. Oczywiście, były ładne, poprawnie dobrane do założeń filmu i epoki, ale mi nie przypadły do gustu. 

And the Oscar goes to:
Anna Karenina Jacqueilne Durran


Najlepsze zdjęcia
Nominacje:
Skyfall Roger Deakins
Życie Pi Claudio Miranda
Django Robert Richardson
Anna Karenina Seamus McGarvey
Lincoln Janusz Kamiński

Nie widziałam: 
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Ponownie trzymam kciuki za Lincolna. I to nie tylko ze względu na nominację dla naszego rodaka. Te zdjęcia po prostu są najlepsze. Jedyne zdjęcia, które mi się podobały, poza Lincolnem, to Django. Świetnie dopasowane do konwencji westernu. Kto wygra? Może Życie Pi. Filmu nie widziałam, ale po zwiastunie przypuszczam, że jest to film ładny i kolorowy zdjęciowo.

And the Oscar goes to:
Życie Pi Claudio Miranda


Najlepszy długometrażowy film animowany
Nominacje:
Merida Waleczna
Ralph Demolka
Piraci!
ParaNorman
Frankenweenie

Nie widziałam:
widziałam wszystkie :)

Moje przypuszczenia:
Najprawdopodobniej wygra Merida Waleczna, chociaż według mnie na statuetkę nie zasługuje. Miałam nadzieję, że Frankenweenie Burtona będzie filmem lepszym. ParaNorman jest, w moim mniemaniu, filmem z całej piątki najsłabszym. Piraci! to fajna bajeczka, ale raczej nie-Oscarowa. Ja będę trzymała kciuki za Ralpha Demolkę.

And the Oscar goes to:
Merida Waleczna


Najlepszy dźwięk
Nominacje:
Operacja Argo
Lincoln
Skyfall
Les Miserables. Nędznicy
Życie Pi

Nie widziałam:
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Moim strzałem jest Skyfall.

And the Oscar goes to:
Les Miserables. Nędznicy


Najlepszy krótkometrażowy film aktorski
Nominacje:
Henry
Dood van een Schaduw
Curfew
Asad
Buzkashi Boys

Nie widziałam:
żadnego - nie będę się więc wypowiadać

And the Oscar goes to:
Curfew



Najlepszy krótkometrażowy film animowany
Nominacje:
Adam and Dog
Simpsons: The longest daycare
Paperman
Fresh Guacamole
Head over heels

Nie widziałam:
widziałam wszystkie :)

Moje przypuszczenia:
Zapewne wygra Paperman. Mnie najbardziej podobał się Head over heels i właśnie za niego będę trzymała kciuki. Paperman nie jest filmem złym, ale nie jest także filmem najlepszym.

And the Oscar goes to:
Paperman



Najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny
Nominacje:
Redemption
Mondays at Racine
Kings point
Inocente
Open heart

Nie widziałam:
żadnego

And the Oscar goes to:
Inocente


Najlepszy montaż
Nominacje:
Wróg numer jeden
Życie Pi
Lincoln
Operacja Argo
Poradnik pozytywnego myślenia

Nie widziałam:
Wróg numer jeden
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Nie widziałam dwóch z nominowanych pięciu filmów, jednak z tych trzech, które widziałam postawiłabym na Operację Argo.

And the Oscar goes to:
Operacja Argo



Najlepszy montaż dźwięku
Nominacje:
Operacja Argo
Django
Wróg numer jeden
Skyfall
Życie Pi

Nie widziałam:
Wróg numer jeden
Życie Pi

Moje przypuszczenia:
Ponownie nie widziałam dwóch filmów z nominowanych, ale mój głos oddałabym na Skyfall.

And the Oscar goes to:
Wróg numer jeden oraz Skyfall - ku zdziwieniu wszystkich, mieliśmy w tym roku remis



Najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny
Nominacje:
How to survive a plague
The Gatekeepers
Sugar Man
Niewidzialna wojna
5 rozbitych kamer

Nie widziałam:
How to survive a plague
The Gatekeepers
Niewidzialna wojna
5 rozbitych kamer

Moje przypuszczenia:
Widziałam tylko jeden film ze wszystkich nominowanych, co i tak dla mnie jest sukcesem, gdyż nie znoszę filmów dokumentalnych. Według mnie jednak Sugar Man z pewnością na Oscara zasługuje. Dużo mówi się także o filmie 5 rozbitych kamer, nie zdziwiłoby mnie więc gdyby statuetka powędrowała jednak do tej pozycji.

And the Oscar goes to:
Sugar Man

piątek, 1 lutego 2013

Les Miserables. Nędznicy (2012)...

W tym roku rozpoczęłam współpracę ze stroną 104filmy (TUTAJ), dlatego też niektóre recenzje będą pojawiały się od teraz tam, a tu zostaną umieszczone jedynie odnośniki do nich. 

Dziś pierwszy film nominowany do Oscara i to aż w ośmiu kategoriach (najlepszy film, aktor pierwszoplanowy Hugh Jackman, aktorka drugoplanowa Anne Hathaway, piosenka Suddenly w wykonaniu Jackmana, charakteryzacja, kostiumy, scenografia i dźwięk). 

Do przeczytania recenzji zapraszam TUTAJ

Ocena: 7/10