...

środa, 15 października 2014

5. Festiwal Kamera Akcja cz.1...


5. Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja był już trzecią jego edycją, w której brałam udział, przy czym drugą w roli blogera filmowego. Mam więc, w przeciwieństwie do większości blogerów filmowych, którzy w tym roku na festiwalu byli, możliwość porównania tegorocznej edycji z tymi poprzednimi. I cóż mogę powiedzieć. Festiwal Kamera Akcja naprawdę nabiera rozpędu. Jest więcej i przede wszystkim lepiej. Ale zacznijmy od początku...



FKA rozpoczął się w czwartek 9. października panelem dyskusyjnym Kinomani to kupią. O strategiach marketingowych filmów. Prowadzącym, moderatorem dyskusji, tak jak w poprzednich latach, był Michał Pabiś-Orzeszyna (teraz już z tytułem doktora). Gośćmi: Kuba Mikurda, Paulina Młynarska oraz Ewa Golenia. Panel zapowiadał się naprawdę ciekawie (ci, którzy czytają tego bloga od dłuższego czasu i mnie znają, wiedzą dlaczego chciałam uczestniczyć akurat w tym panelu), ale niestety w tym czasie odbierałam akurat z dworca pierwszych przyjezdnych blogerów. Podobno wiele nie straciłam, ale z tym pytaniem już musicie udać się do Ani z Arthouse, ona tam była.



Podczas otwarcia festiwalu mieliśmy okazję zobaczyć przedpremierowo nowy film Xaviera Dolana Mommy, o którym coś więcej będziecie mogli przeczytać już w czwartek. Na razie zdradzę Wam jedynie tyle, że chętnych do obejrzenia seansu było tak wiele, że, chociaż seans był zaplanowany jedynie w Kinie Wytwórnia, to jednocześnie mogliśmy go oglądać także w Hali Wytwórnia. Dzień zakończyliśmy wypadem na piwo na OFF Piotrkowską, gdzie dzięki organizatorom FKA, mogliśmy liczyć na naprawdę atrakcyjne rabaty. Piwo oczywiście w blogerskim gronie, do którego dołączyły nowe osoby: Kasia z Filmowego Melanżu , Alicja z REC-EN-ZEN'Ta, na chwilę także Ania z Filmowego Kota. Tego jednego wieczoru mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby trochę zaszaleć (co nie oznacza, że nie robiliśmy tego także w dni kolejne), gdyż w piątek wybieraliśmy się do Kina Wytwórnia dopiero na godzinę 11:15, a co poniektórzy nawet na 12:00.



Ja byłam w tej pierwszej grupie. Czyli w grupie osób, które wybrały się na warsztaty Jak pisać o dźwięku w filmie zamiast na film Małe stłuczki. Jestem bowiem jedną z tych osób, które wychodzą z założenia, że właściwie każdy film można sobie kiedyś w przyszłości nadrobić i obejrzeć we własnym zakresie, zaś warsztaty, spotkania, panele dyskusyjne są jednak niepowtarzalne. I wcale nie żałuję, że nie poszłam na film (który zresztą będę miała możliwość obejrzenia już w przyszły piątek w Łódzkiej Szkole Filmowej). Wręcz przeciwnie, jestem z tego faktu więcej niż zadowolona. Warsztaty poprowadzili Błażej Kafarski wespół z Michałem Kosterkiewiczem w budynku TOYA Studios, w jednej z sal służących do udźwiękawiania filmów. Powinnam być właściwie zawiedziona, bo nie dowiedzieliśmy się najważniejszego, nie znamy nadal odpowiedzi na pytanie zadane w tytule warsztatów - nadal nie wiem bowiem jak pisać o dźwięku w filmie. Jednak pomijając tę jedną kwestię, były to naprawdę interesujące, w jakiś sposób na pewno rozwijające warsztaty filmowe. Dowiedzieliśmy się bowiem jak dzielimy dźwięk w filmie, na czym dokładnie polega praca dźwiękowca, jak można (dzięki wykorzystaniu dźwięku) w różny sposób przedstawić w filmie te same odczucia, to samo wydarzenie. No i prowadzący poradzili sobie naprawdę dobrze. Nastraszona kilka tygodni wcześniej przez Malwinę Czajkę, organizatorkę festiwalu, że dźwiękowcy nie potrafią mówić o swojej pracy, obawiałam się trochę tych warsztatów. Wszystko jednak wypadło bardzo profesjonalnie, dostaliśmy nawet kilka anegdot na temat dogrywania dźwięku do kilku scen w polskich filmach. No i na sam koniec zrobiłyśmy sobie z Anią z Arthouse oraz Moniką z QOHam Kino kilka fotek z panami prowadzącymi warsztaty i konsolą w tle "świecącą jak Las Vegas", jak to określił Michał Kosterkiewicz



Kolejnym punktem programu był dla mnie panel dyskusyjny Magiczny VHS. O rynku filmowym minionej epoki. Prowadzący: oczywiście Michał Pabiś-Orzeszyna. Goście: Kacper Kujda, Grzegorz Fortuna, Piotr Sitarski oraz Jacek Samojłowicz. Od samego początku panel zapowiadał się niezwykle ciekawie. W końcu VHS to coś co ja jeszcze pamiętam. Pamiętam wypożyczalnie kaset video, jakiego sama miałam bzika na punkcie przegrywania kaset jakoś pod koniec podstawówki. W dodatku na panel został zaproszony organizator VHS Hell. Goście dyskutowali o tym jak rozwijał się rynek VHS w Polsce, dlaczego ludzie tak bardzo zachwycali się nie rzadko słabymi kopiami filmów, jak powstawały ówczesne tłumaczenia filmów, ale także o tym jak gromadzą swoje własne kolekcje VHS. Nic jednak podczas całego festiwalu nie przebije tego właśnie panelu, który przez społeczność blogerską został okrzyknięty "panelem z psem". Dlaczego? Jakieś 20 minut przed końcem panelu na salę wkroczył spóźniony Jacek Samojłowicz w ciemnych okularach i z psem na ręku oznajmiając: "To ja stworzyłem rynek VHS w Polsce". Pierwsze wrażenie zostało dość szybko zatarte przez to jak Pan Jacek opowiadał o tamtych czasach. Z jego ust mogliśmy usłyszeć wiele świetnych anegdot na temat właśnie rozwijającego się rynku VHS. Był to zdecydowanie najlepszy panel w ciągu całego tegorocznego festiwalu.



Tego samego dnia obejrzałam jeszcze jedynie dwa filmy: Room 237 oraz Deadly prey zaprezentowany w cyklu VHS Hell. O filmach więcej już w piątek. 

Sobota rozpoczęła się dla nas naprawdę wcześnie rano, biorąc pod uwagę to, że z kina wróciliśmy ok. 4 nad ranem. A już od godziny 10:00 musieliśmy wraz z innymi blogerami "ocucić" nasze mózgi i wykrzesić z siebie nieco inteligencji podczas spotkania ze znanymi krytykami filmowymi podczas Szybkich randek. O tym jednak więcej już jutro. 



Zaraz po randkowaniu popędziliśmy na salę kinową, gdyż okazało się, że większość z nas nie widziała jeszcze Idy (a myślałam, że to tylko ja). Po filmie część (a raczej większość) blogerów wybrała się na Międzynarodowy sukces Idy. Case study, ja zaś pozostałam w sali kinowej w oczekiwaniu na seans Medium (który widziałam już chyba z dziesięć razy, choć nigdy na wielkim ekranie) oraz spotkanie z Jackiem Koprowiczem, które odbyło się chwilę po napisach końcowych. Z racji tego, że nastąpiło opóźnienie, spotkanie z reżyserem było niestety bardzo krótkie. Niestety, ponieważ jest to fascynujący człowiek, którego można na pewno słuchać godzinami. Jak to powiedziała Alicja z REC-EN-ZEN'Ta: "Reżyser jest o wiele ciekawszy niż sam film". Zgadzam się z tym stwierdzeniem w niemal stu procentach. Niemal, gdyż nie uważam, żeby film Medium był filmem złym, słabym bądź nudnym. 



W sobotę w ramach festiwalu nie obejrzałam już żadnego filmu. Nie byłam także na panelu dyskusyjnym Krytyk w markecie. Jak wygląda kupowanie filmów, gdzie gośćmi byli Joanna Łapińska, Joanna Tereszczuk, Kuba Armata i Anna Bielak. Opuściłam bowiem festiwal na rzecz kolejnego spotkania z cyklu Psychoanaliza i film w Łódzkiej Szkole Filmowej.



Niedzielę zaczęliśmy z małym opóźnieniem. Część z nas miała iść na warsztaty Jak zrobić wywiad z Justinem T.?, które poprowadziła Mariola Wiktor. Byliśmy jednak tak zmęczeni poprzednimi dniami festiwalowymi, że dotarliśmy dopiero na godzinę 12:00 na Ogólnopolskie Spotkanie Blogerów Filmowych. O tym wydarzeniu więcej jutro, a teraz o chyba najlepszym wydarzeniu z całego festiwalu, czyli Spacerze po Fabryce Snów. Po Łódzkiej Wytwórni Filmów Fabularnych oprowadził nas Tadeusz Wijat. Było to niezwykłe przeżycie. W szczególności wejście do archiwum Filmoteki Narodowej. Jak to powiedział Grzegorz z Płonącego Celuloidu: "Umarłem i jestem w niebie". I miałam wrażenie, że właśnie dokładnie tak czuli się wszyscy blogerzy, którzy na spacer się wybrali. Pomijam już te lekko zdziwione spojrzenia pozostałych ludzi, kiedy biegaliśmy, skakaliśmy po archiwum i piszczeliśmy na widok każdego znanego nam tytułu :) Poza tym Tadeusz Wijat okazał się idealny w roli przewodnika. Anegdoty, którymi nas zasypywał na pewno na długo jeszcze pozostaną mi w pamięci.



Po zwiedzaniu Fabryki Snów wyruszyliśmy na ostatni już panel dyskusyjny o tytule Krytyk w produkcji. Zróbmy razem dobry film. Gośćmi byli: Marcin Adamczak, Piotr Trzaskalski, Łukasz Dzięcioł i Magdalena Sendecka. Goście rozmawiali o tym jaką rolę krytyk może odgrywać w produkcji, czy warto jest prosić krytyka o to, żeby przeczytał scenariusz i naniósł na niego swoje uwagi, a może lepiej w ogóle zlecić mu napisanie scenariusza. Goście wspomnieli nawet o blogerach filmowych, wypowiadając się na początku może lekko niepochlebnie, jednak dochodząc do wniosku, że jeżeli tylko bloger jest inteligentnym człowiekiem, który potrafi napisać dobrą (choć niekoniecznie pochlebną) recenzję to z takim blogerem też reżyser chętnie by współpracował. Po tym panelu mogę także szczerze powiedzieć, że uwielbiam Piotra Trzaskalskiego, który przez to, że mówił bez jakichkolwiek ogródek, wydał się najbardziej szczerą osobą z towarzystwa. 



Na zamknięcie festiwalu obejrzeliśmy jeszcze Dzikie historie (o tym filmie więcej już w sobotę) i choć festiwal jeszcze trwał, rozeszliśmy się do domów. A raczej odprowadziłam pozostałą część blogerów na dworzec i wróciłam do mieszkania po to, żeby wreszcie odpocząć po czterech dniach pełnych wrażeń. Mogę szczerze powiedzieć, że Festiwal Kamera Akcja rozwija się w jak najlepszym kierunku. Dobrych filmów i warsztatów było w harmonogramie tak dużo, że ciężko było się zdecydować co zobaczyć. Pozostaje nadal kilka niedociągnięć, których fajnie byłoby się pozbyć, ale na to pozostają organizatorom kolejne edycje tego wspaniałego łódzkiego festiwalu. Możecie na mnie liczyć także w przyszłym roku :)

Wszystkie zdjęcia pochodzą z fb festiwalu. Jak tylko ogarniemy nasze blogerskie zdjęcia, to także je zobaczycie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz