...

piątek, 20 września 2013

O najlepszej komedii lata, czyli Millerowie (2013)...

Wszyscy film zachwalają. "Najlepsza komedia tego lata, a nawet tego roku" - mówią. Ale czy aby na pewno? Czy nie jest to przypadkiem trochę ugładzona komedia spod znaku Kac Vegas czy Seksualni, niebezpieczni? I choć mi także Millerowie się spodobali, to jednak mam do nich trochę zastrzeżeń.


Rozpocznijmy jednak klasycznie - fabułą. David (Jason Sudeikis) jest dilerem. Ale nie takim, którzy zaczepiają dzieci pod szkołą bądź skrywają się w ciemnych zaułkach. David sprzedaje marihuanę swoim stałym klientom, którymi są matki, ojcowie, biznesmeni. Pewnego dnia zostaje jednak okradziony z całego towaru i pieniędzy. Jego "szef" składa mu propozycję - zapomni o długu, a nawet dopłaci 100 tys. $ jeśli Dave przewiezie dla niego towar z Meksyku do Stanów. Nie mający zbyt dużego wyboru David zgadza się i wpada na pomysł jak to zrobić tak, żeby nie zostać złapanym na granicy. Werbuje więc chłopaka z sąsiedztwa - Kenny'ego (Will Poulter), bezdomną zbuntowaną nastolatkę Casey (Emma Roberts) i sąsiadkę striptizerkę Rose (Jennifer Aniston). Takim sposobem organizuje sobie fałszywą rodzinę, dzięki której służba celna go nie zatrzyma.


Fabuła jest, nie powiem, niebanalna i przez to ciekawa. Oczywiście, wiadomo jak się wszystko skończy, ale takie już jest życie, a raczej filmy komediowe. Aktorstwo także stoi na wysokim poziomie. Jasona Sudeikisa poznałam oglądając Sathurday Night Live i od tamtej pory go uwielbiam i oglądam każdy film, w którym gra. Do roli wiecznego chłopca, dilera marihuany, który zupełnie przez przypadek i właściwie z własnej winy, przekonuje się ile w życiu znaczy mieć rodzinę sprawdza się świetnie. Jennifer Aniston w Przyjaciołach niezmiernie mnie drażniła (i nadal drażni kiedy oglądam ten serial). Okazało się jednak, że zrobiła największą karierę aktorską z całej szóstki przyjaciół. Bo choć Matthew Perry, Courtney Cox, Lisa Kudrow i Matt LeBlanc mają własne seriale i okazjonalnie grają także w filmach, a David Shwimmer prócz tego jeszcze produkuje i reżyseruje, to jednak musicie mi przyznać rację kiedy mówię, że Aniston udało się najlepiej. Czy to dzięki roli Rachel, czy dzięki umiejętności gry aktorskiej, czy też może po prostu urodzie - tego nie wiem. Wiem za to, że gdzie się ostatnio nie spojrzy, to w większości komedii Aniston jeśli nie gra głównej roli, to choć drugoplanową, ważną dla rozwoju wydarzeń. Nie mam jednak nic przeciwko temu, dopóki filmy z nią utrzymują dość wysoki poziom. Tak jest też z Millerami. Jej przemiana ze striptizerki w "mamuśkę z przedmieść" jest genialna. Bo w Rose nie zmienia się tylko wygląd, ale i od razu charakter. Potrafi się ona dostosować do wszystkich warunków. Stewardessa w samolocie zauważa rodzinę Millerów podczas kłótni? Nic prostszego. Złapmy się za ręce i pomódlmy o pomyślny lot, a następnie dajmy stewardessie kilka kulinarnych porad. 


Najlepiej jednak z czwórki Millerów wypadają nastolatkowie. Dzieciaki, które zostały opuszczone przez rodzinę (matka Kenny'ego wyszła na drinka i nie wraca już od tygodnia, Casey zaś uciekła z domu, nie wiemy czemu, ale możemy przypuszczać, że miała problemy z rodzicami) i pozornie nic sobie z tego nie robią, a w głębi serca właśnie tej rodziny potrzebują najbardziej. Casey buntuje się kiedy Dave i Rose dają jej kazanie, bo wróciła za późno, a oni się martwili, ale w głębi serca jej się to podoba. Czuje się ważna, doceniana, czuje, że ktoś się o nią martwi. Kenny jeszcze w domu próbował "zaprzyjaźnić się" z Davem i Casey, więc taka wycieczka tym bardziej mu się podoba.


Co mi się w tym filmie nie podobało? Poziom niektórych żartów. Gdyby je z filmu wyciąć, byłaby to wspaniała komedia o zabarwieniu sensacyjnym, którą można spokojnie zasiąść całą rodziną. Ja oglądałam ten film z rodzicami i powiem szczerze, że momentami czułam zażenowanie. Przykład? Kenny'ego ugryzła tarantula (czy inny wielki pająk). Gdzie? W przyrodzenie. Okazuje się, że u chłopaka następuje reakcja alergiczna, która sprawia, że jego członek... Powiedzmy, że nie wygląda tak jak powinien. I teraz pytanie. Po co to pokazywać? Czy nie wystarczyłoby, żeby chłopak zdjął spodnie przed resztą "rodziny", a kamera pokazała go od tyłu, dzięki czemu oni by wszystko widzieli, a my ewentualnie jego goły tyłek? Nie. Trzeba pokazać wszystko. Bo w dzisiejszych czasach w komedii musi się choć raz pojawić penis. Weźmy na ten przykład chociażby Kac Vegas w Bangkoku czy Chłopaki też płaczą (choć akurat Jason Segel ma jakieś ekshibicjonistyczne zapędy). Czy nie przesadza się z tą nagością w kinie? Szczególnie w komediach. Nie chcę czuć się zażenowana, włączając pierwszą lepszą komedię i oglądając ją z rodzicami, a tak niestety w większości wypadków jest.


Millerowie to dobra komedia. Dobra do obejrzenia z rodzeństwem czy przyjaciółmi, przy których wiecie, że nie będziecie odczuwać tego zażenowania za każdym razem kiedy Jennifer Aniston robi striptiz. Dobra do obejrzenia samemu. Raczej nie z rodzicami czy młodszym rodzeństwem (chyba, że wiecie, że takie sceny ich nie ruszają). Czy na pewno najlepsza komedia lata czy też roku? Nie wiem. Trochę komedii z tego roku, które wydają się być dobrymi filmami, do obejrzenia mi jeszcze zostało. Z pewnością jest to jednak bardzo dobry film. Gdyby tak wyrzucić z niego kilka żartów i zastąpić nieco inteligentniejszymi, byłby świetny.


Dlaczego warto obejrzeć? 
- dla dobrego aktorstwa
- dla ciekawej fabuły
- dlatego, że jest to mimo wszystko komedia zabawna, nawet (czasem) w tych żenujących momentach

Kto nie powinien oglądać? 
- komu nie podobają się filmy o humorze spod znaku Kac Vegas, itp.
- kto nie lubi się śmiać (wiecie, zmarszczki mimiczne i te sprawy :P)
- kogo drażni Sudeikis bądź Aniston (bo ich w tym filmie jest jednak najwięcej)

Ocena: 6+/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz